Kroki w nieznane

W moim dzisiejszym tekście nie chodzi tylko o kroki literackie, czyli cykl opowiadań fantastycznych z lat 70-tych, ale o kroki prawdziwe…

Kroki w nieznane

Kroki w nieznane

…kroki stawiane w dzikich i niedostępnych lasach oraz bezdennych i ciemnych dolinach w okolicach Lozanny. Chociażbym tymi ciemnymi dolinami biegał, zła się nie ulęknę, pomimo tego, że będzie to kontynuacja Ścieżki Zboczeńca

Tam doliny są bezdenne,
Tam urwiska są kamienne,
Tam są głazy fantastyczne –
Letargiczne – magnetyczne –
I otchłanie – i pieczary –
I olbrzymich lądów jary –
/ Edgar Allan Poe, Kraina snu/

***

…zatem wybieram bramkę numer… trzy.

Ze Stand de Volson biegnę prosto, tak jak prowadzi droga, w kierunku północno-wschodnim. Częściowo wykorzystuję ścieżkę dydaktyczną, utworzoną przez miasto Pully nie tak dawno temu. Zaraz skręcam w lewo i pochylając się w biegu, żeby nie zostać postrzelonym przez pociski mogące nadlatywać ze strzelnicy, prę dalej naprzód; nie skręcam w prawo na łąkę, jak sugerują „salamandrowe” znaki ścieżki dydaktycznej (pozostawiam ją na powrót).

Padnij!

Padnij!

Rachityczny asfalt szybko się kończy i biegnę po szutrowej ścieżce. Przebiegam obok „Schrödingerowskiego pudełka na kota”, w którym, zgodnie z zasadami fizyki kwantowej, ów kot jest jednocześnie żywy i martwy (tak mi się skojarzyło z „krokami w nieznane”, kiedy zobaczyłem ten drewniany sześcian). Po chwili, przy niewielkiej polance, spotykam strumień La Paudèze. Po lewej stronie ścieżki dostrzegam przykładowe rodzaje skał występujących w okolicy wraz z opisami.

Molasa (łac. mollis ‘miękki’) – skały osadowe, których sedymentacja zachodziła w sąsiedztwie gór, podczas ich wypiętrzania się lub wkrótce po wypiętrzeniu; ich głównym składnikiem są okruchy skalne pochodzące z niszczenia gór.

Molasa (łac. mollis ‘miękki’) – skały osadowe, których sedymentacja zachodziła w sąsiedztwie gór, podczas ich wypiętrzania się lub wkrótce po wypiętrzeniu; ich głównym składnikiem są okruchy skalne pochodzące z niszczenia gór.

Ścieżka dalej wiedzie w górę. Dobiegam do mostku, nad strumieniem La Chandelar, który jest dopływem La Paudèze.

W lewo, czy w prawo? Zatem na przykład w… prawo.

W lewo, czy w prawo? Zatem na przykład w… prawo.

Znów rozwidlenie szlaków. W lewo, w górę strumienia, ścieżka prowadzi do l’Arbre classé („sklasyfikowane drzewo”, a cóż to może znaczyć?) i Monts de Pully, a w prawo, między innymi do Signal de Belmont i Moudon. Podczas mojej pierwszej wycieczki biegowej w te okolice, traktowałem te szlaki jako osobne trasy. Teraz już wiem, że jest możliwość ich połączenia i zaliczenia interesującej pętli, żeby nie wracać tą samą drogą. Takie podejście podyktowane jest moim Kodeksem Biegowym:

  1. Biegać po ścieżkach, a nie po asfalcie,
  2. Biegać po górach i pagórkach, a nie po płaskim terenie,
  3. Nie wracać tą samą drogą,
  4. Biec, truchtać lub iść, ale zawsze do przodu,
  5. Na koniec najważniejsza rzecz – kodeks to tylko zbiór wskazówek, o czym już kiedyś wspominałem, cytując kapitana Barbossę (The code is more what you’d call “guidelines” than actual rules).

Zatem na przykład w… prawo. Po 65 metrach w lewo, zgodnie z „turisme pedestre”.

Można tu pobiec trochę dalej prosto, około 150 metrów, a po chwili w prawo w dół, ścieżką wysypaną trocinami, aż do drewnianego „belwederu”, z którego roztacza się widok w dół doliny La Paudèze i w kierunku Alp wznoszących się po drugiej stronie Jeziora Genewskiego.

Na Belweder!

Na Belweder!

W dole widać też Stand de Volson i budynek strzelnicy. Biegając tutaj trzeba uważać, żeby nie nadepnąć na jednego z okolicznych mieszkańców, o których informują rożne mądre tablice.

Padalec zwyczajny (Anguis fragilis)

Padalec zwyczajny (Anguis fragilis)

Po chwili przez mały mostek i w górę po drewnianych schodkach, do zakrętu drogi Boulevard de la Fôret, którą ostrożnie przekraczam aby biec dalej w górę, po asfalcie Chemin du Bois-Trépay. Po 350 metrach przebiegam pod zawieszoną wysoko na betonowych filarach autostradą numer 9. Dalej w górę, wzdłuż płynącego w wąwozie strumienia. Po kilkuset metrach droga zakręca w lewo na południowy zachód, ale ja skręcam w prawo w szutrową ścieżkę, która prowadzi jeszcze bardziej pod górę.

A9

A9

Ścieżka wypłaszacza się, dobiegam do słupka z drogowskazami i skręcam w prawo, w kierunku Signal de Belmont. Biegnę prosto przed siebie i tym razem nie skręcam w prawo w dół po schodkach, gdzie po przekroczeniu strumienia trasa prowadzi do wspomnianego przed chwilą Signal de Belmont.

W końcu docieram do miejsca, gdzie strumień zamyka dalszą drogę. Oczywiście przeskakuję przez strumień i badam możliwość dalszego biegu, ale uznaję, że to rzeczywiście tutaj znajduje się naturalny koniec tej trasy. Zatem czas wracać…

This is the end Beautiful friend This is the end My only friend, the end

This is the end
Beautiful friend
This is the end
My only friend, the end

Początkowo po swoich śladach, aż do drogowskazu, przy którym wbiegłem na tę ścieżkę po szutrowym podbiegu. Teraz w prawo, w kierunku Trois Chasseurs; nie wracam na razie do Pully, żeby się, jak już wiecie, nie powtarzać.

Can you picture what will be So limitless and free Desperately in need...of some...stranger's hand In a...desperate land

Can you picture what will be
So limitless and free
Desperately in need…of some…stranger’s hand
In a…desperate land

Po 300 metrach skręcam w prawo, tak jak pokazuje żółta strzałka i po asfaltowej ścieżce biegnę w kierunku głównej drogi Route de Chenaule, gdzie skręcam w lewo w kierunku La Rosiaz i Pully. Przebiegam nad znaną już autostradą numer 9 i wraz z drogą skręcam w prawo (w lewo ścieżka prowadzi do małego cmentarza). Kiedy widzę przed sobą parking pod lasem, zostawiam Route de Chenaule, która skręca w lewo i przebiegam na wprost przez parking do lasu.

Zaraz w lewo, w górę, po szutrowej nawierzchni, w ścieżkę zdrowia, po której biegnę teoretycznie „pod prąd”. Dobiegając na szczyt (693 m n.p.m), po lewej stronie, w przesiece, widzę Alpy, znajdujące się po drugiej stronie jeziora. Teraz znów w lewo, po wciąż obniżającej się dróżce. Po 770 metrach od momentu, kiedy wbiegłem na ścieżkę zdrowia, dobiegam do rozwidlenia, na którym kieruję się w lewo, ostro w dół, aż do ważnego punktu orientacyjno-krajoznawczego.

Droga przechodzi przez bramę skalną, której lewa strona pokryta jest plątaniną korzeni. Korzenie należą do drzewa, z którego okoliczni mieszkańcy są bardzo dumni i dlatego nazwali je l’Arbre classé. Znając kontekst, mogę teraz użyć tłumaczenia logiczno-poetyckiego, zamiast dosłownego, czyli po prostu „pomnik przyrody”. Rzeczywiście, ładnie to wygląda i zgodnie z tematem „kroków w nieznane” kojarzy mi się z Larą Croft…

Oficjalny szlak skręca w lewo tuż za skalną bramą, ale można pobiec jeszcze prosto w dół w celach kilometrowo-krajoznawczych, aż do drewnianego pomostu zawieszonego nad korytem strumienia.

There's danger on the edge of town Ride the King's highway, baby Weird scenes inside the gold mine Ride the highway west, baby

There’s danger on the edge of town
Ride the King’s highway, baby
Weird scenes inside the gold mine
Ride the highway west, baby

Byłem…, widziałem…, więc od razu w lewo, w dół w kierunku dna wąwozu i płynącego tam strumienia La Chandelar. Trasa jest teraz prosta pod względem orientacyjnym, gdyż prowadzi cały czas w dół strumienia. Jest jednak bardzo urozmaicona, ponieważ „w dół strumienia” czasami oznacza wspinanie się, a czasami zbieganie po stromych stokach, schodkach i drabinkach.

W końcu dobiegam do znanego mi już mostku, przy którym rozważałem, czy trasy w lewo i prawo są osobnymi trasami, czy też można je połączyć i zastanawiałem się co może oznaczać l’Arbre classé.

Dla urozmaicenia drogi powrotnej, biegnę prosto, a nie skręcam w prawo na mostek, przez który jakiś czas temu tu przybyłem. Po 65 metrach dobiegam do znaku, który poprzednio poprowadził mnie w lewo, w górę. Teraz skręcam w prawo, w dół, tak jak pokazuje „salamandrowy” znak ścieżki dydaktycznej.

I am the Lizard King  I can do anything

I am the Lizard King
I can do anything

Dla pogłębienia wiedzy przyrodniczej, obracam strony drewnianych „książek”, które tłumaczą, jak wyglądają i nazywają się miejscowe drzewa i krzewy, po czym dobiegam do betonowego mostku i zaraz za nim zbiegam w lewo, na łąkę. Przez łąkę biegnę zygzakami i co jakiś czas padam na brzuch, uchylając się znów przed przytłaczającym ogniem z okien strzelnicy…

Tuż przed strzelnicą skręcam w lewo i dobiegam do znaku, z pod którego wyruszyłem na moją trasę w (nie)znane.

Dobrze jest osiągnąć cel podróży, ale to właśnie podróż liczy się najbardziej
/Ursula K. Le Guin, Lewa ręka ciemności/

Zboczeniec

Ścieżka Zboczeńca

Wszystko płynie, jak powiedział Panta Rhei i nie można po raz drugi wejść do tej samej rzeki, ale z drugiej strony historia kołem się toczy, więc cytaty należy dobierać w zależności od okoliczności, gdyż punkt widzenia zależy od punktu siedzenia. Powiedziałem co wiedziałem.

Miało to jednak głęboki sens, o czym się przekonacie czytając dalej.

Trasa z Ouchy w Lozannie do Pully, prowadząca brzegiem jeziora, czyli Sentier des Rives du Lac jest po prostu śliczna. Widoki na Alpy, jezioro i winnice w terapeutyczny sposób uspokajają i wyciszają. Ostrzegam jednak – czasami może być tłoczno, a wtedy wyciszanie nie będzie w pełni wyciszające.

Wracając jednak do toczącej się kołem historii, trasę tą opisywałem już na stronach mojego bloga, w artykule pod tytułem Pożegnanie jesieni. Teraz ruszam dalej, żeby odkryć coś nowego za zakrętem…

Za zakrętem może czeka
Droga nowa i daleka,
A choć dziś ją omijamy,
Jutro tuż za progiem bramy
Może ścieżka nas uwiedzie,
Która wprost na księżyc wiedzie…
/J.R.R Tolkien, Władca Pierścieni/

Tym razem na końcu portu w Pully, gdzie po prawej stronie, nad samym brzegiem widać basen, nie biegnę dalej wzdłuż brzegu jeziora, ale skręcam w lewo w Route du Port i dobiegam aż do drogi kantonalnej Route de Vevey. Przebiegam przez pasy na drugą stronę i ulicą Chemin des Vignes biegnę w górę kilkanaście metrów.

Sztuka przez duże Sztu

Sztuka przez duże Sztu

Skręcam w lewo, w kierunku dziwacznej, czerwono-stalowej rzeźbie i zaraz w prawo, w ukrytą wśród krzewów Ścieżkę Zboczeńca (Sentier de Pervert).

Początek Ścieżki Zboczeńca (Sentier de Pervert)

Początek Ścieżki Zboczeńca (Sentier de Pervert)

Ściskając pośladki i co chwilę oglądając się nerwowo za siebie biegnę w górę poprzez winnice, aż do bramy w murze. Tu ze zdziwienia przecieram oczy! Na dużym znaku po lewej stronie widzę, że to nie jest Sentier de Pervert, ale Sentier de Pévret, co oznacza miętę pieprzową w lokalnym dialekcie. Trzeba być dokładnym w czytaniu i ostrożnym w ocenach…

Okazało się, że to jednak nie był zboczeniec

Okazało się, że to jednak nie był zboczeniec

Za bramą skręcam w prawo w górę i wspinam się aż do kościoła. Przed kościołem znajduje się taras widokowy, z którego roztacza się, jak sama nazwa wskazuje, widok. Widok na jezioro, Alpy oraz winnice w Lavaux, wpisane na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO. Z Ouchy do tego miejsca około 4 km.

Twardziele nie zatrzymują się, tylko biegną dalej...

Twardziele nie zatrzymują się, tylko biegną dalej…

Moja trasa biegnie jednak dalej, ulicą wzdłuż zachodniej ściany kościoła i Restauracji du Prieuré, w której jakiś czas temu odbył się Polski Bal Karnawałowy organizowany przez Polskie Stowarzyszenie w Lozannie.

Przebiegam przez pasy na Rue de la Poste, następnie mostkiem nad torami kolejowymi, aż w końcu tunelem pod Avenue de Lavaux, wbiegam na prowadzącą stromo w górę ulicę Chemin de la Clergère. Po 270 metrach skręcam w prawo w Avenue de Rochettaz, a następnie po 230 metrach w lewo w górę w jednokierunkową ulicę Chemin du Caudoz, przy której stoją kontenery do segregacji śmieci.

Ulica pnie się stromo w górę, aż do kolejnego mostu nad torami kolejowymi, przez który przebiegam i po chwili skręcam w prawo w Chemin de Leisis zgodnie ze wskazaniami żółtego drogowskazu Tourisme pédestre.

W prawo...

W prawo…

Po 200 metrach ulica zmienia nazwę na Chemin de Volson i wspina się ostro w górę. Tuż przed Chemin des Sapins, wskakuję w prawo do lasu w wąską ścieżkę*, którą odkryłem dopiero po jakimś czasie biegania w tej okolicy, co potwierdza moją opinię, że nigdy nie należy ustawać w poszukiwaniach.

Proście a będzie wam dane, szukajcie, a znajdziecie…

Proście a będzie wam dane, szukajcie, a znajdziecie…

Dróżka prowadzi w dół w kierunku koryta strumienia La Paudèze (którego ujście do jeziora znajduje się pomiędzy Pully i Paudex) i potem lekko w górę, poniżej budynku tartaku. Tu zaczyna się ostatnio oddana do użytku ścieżka wysypana trocinami, która opadając i wznosząc się doprowadza mnie do Stand de Volson (526 m n.p.m.).

*Przed znalezieniem ścieżki przez las, mijałem Chemin des Sapins i kontynuowałem dalej prosto, aż do Chemin du Stand. Skręcałem w prawo i biegłem lekko w dół. Mijałem tartak od góry i biegłem dalej, aż do tego samego miejsca, czyli do Stand de Volson. Z Ouchy około 6,4 km.

Jest tu skrzyżowanie szlaków turystycznych oraz miejsca parkingowe. A więc można tu było dojechać samochodem! To po co ja się tak męczyłem, zamiast podróżować jak cywilizowany turysta!?

H. J. Chmielewski, Tytus, Romek i A'tomek, księga  XII

H. J. Chmielewski, Tytus, Romek i A’tomek, księga XII

Dla początkujących biegaczy i spacerowiczów przyjazd samochodem może być dobrym rozwiązaniem, gdyż prawdziwa przygoda/przyroda zaczyna się dopiero tutaj. W prawo, przez szlaban blokujący przejazd samochodów przez most, można pobiec do Belmont-sur-Lausanne, a dalej do Savigny i Tour de Gourze. W lewo, ostro pod górę, po drewnianych schodkach, droga prowadzi do Epalinges i odległego Chalet-a-Gobet, na wprost natomiast do Signal de Belmont.

Zatem wybieram bramkę numer…

Nic to!

Na stronach mojego bloga wspominam często film Stanisława Barei „Miś”, ponieważ zawiera on wiele głębokich przemyśleń dotyczących świata, życia, relacji międzyludzkich i… umiłowania okrągłych rocznic:

Grubas z sali: Brygada młodzieżowa zobowiązuje się zaciągnąć wartę młodzieżową przy nowo zakupionych parówkach, dla uczczenia rocznicy powstania naszego przedsiębiorstwa.
Głos z tłumu: Trzydziestej pierwszej rocznicy!
Grubas z sali: Tak jest! Trzydziestej pierwszej, okrągłej rocznicy!

W listopadzie 2016 roku przypada naprawdę okrągła, bo 100 rocznica śmierci Henryka Sienkiewicza, który wielkim pisarzem był, a ostatnie lata swojego życia spędził w Szwajcarii. W grudniu 2015 roku Senat Rzeczpospolitej Polskiej przyjął uchwałę ustanawiającą rok 2016 Rokiem Henryka Sienkiewicza. „Poprzez swoją twórczość, publicystykę i działalność społeczną budził świadomość narodową, uczył dumy z polskości, umiłowania ojczyzny i zdolności do poświęceń” – podkreślili senatorowie.

Henryk Sienkiewicz nie wybrał Szwajcarii na miejsce swojego „pięknego więzienia” ze względu na walory turystyczno-zdrowotne, ale zmusił go do tego wybuch wojny światowej w 1914 roku. Sienkiewicz przebywał wtedy z rodziną w Oblęgorku, dworku sprezentowanym przez naród polski z wdzięczności za jego pracę i gorący patriotyzm. Wieś znalazła się w zasięgu działań wojennych i pisarz zdecydował się na natychmiastowy wyjazd do Krakowa, gdzie przebywał przez kilka tygodni. W związku ze zbliżaniem się frontu wschodniego, ludność miasta przygotowywała się do ewakuacji. Także Sienkiewicz opuścił Kraków i udał się do Wiednia. Dla przypomnienia dodam, że panika była przedwczesna i ofensywa wojsk rosyjskich została zatrzymana, a rozstrzygająca bitwa odbyła się w okolicach Bieżanowa, o czym przypomina obelisk na Górze Kaim. Przeczytacie o tym w artykule Historia kołem się toczy.

Sienkiewiczowi nie dane było pozostać długo w CK stolicy. Sławne nazwisko pisarza zostało użyte bez jego wiedzy i zgody w deklaracji politycznej przeciw państwom centralnym, czyli między innymi przeciwko Monarchii Austro-Węgierskiej. Autor „Quo vadis” znów musiał salwować się ucieczką. Tym razem wybór padł na neutralną Szwajcarię, która od dawna bywała schronieniem i miejscem pracy dla wielu wybitnych Polaków, szczególnie po klęskach powstań narodowych z lat 1830 i 1863.

***

Ostatnie lata życia spędził w Solurze Tadeusz Kościuszko, Adam Mickiewicz był profesorem na uniwersytecie w Lozannie, a natchnienia w szwajcarskich Alpach szukali Juliusz Słowacki i Zygmunt Krasiński.

Tablica upamiętniająca Adama Mickiewicza jako profesora Akademii Lozańskiej (obecnie budynek Gimnazjum Kantonalnego, I piętro)

Tablica upamiętniająca Adama Mickiewicza jako profesora Akademii Lozańskiej (obecnie budynek Gimnazjum Kantonalnego, I piętro)

W roku 1870 z inicjatywy polskiego emigranta Władysława hr. Broël-Platera założono Muzeum Polskie na zamku w Raperswilu, które w czasach zaborów wzrosło do rangi Polskiego Muzeum Narodowego. Kolekcja powstająca dzięki darom  Polonii z   całego  świata,  powiększała  się   znacznie i Rapperswil stał się centrum, skupiającym świadectwa polskiej kultury i wspomagającym działania polityczne zmierzające do odzyskania niepodległości Polski. Ze Szwajcarią związani byli także przyszli prezydenci II Rzeczpospolitej. Ignacy Mościcki był asystentem na uniwersytecie we Fryburgu, w oparciu o wynalezioną przez niego technologię zaczęto produkować syntetyczny kwas azotowy na skalę przemysłową. Opracował także technologię do masowej produkcji kondensatorów i bezpieczników. Gabriel Narutowicz zaprojektował wiele do dziś działających szwajcarskich hydroelektrowni, był też profesorem słynnej Politechnice Federalnej w Zurychu, uważanej do dziś za jedną z najlepszych szkół technicznych na świecie.

***

Zatem w październiku 1914 roku państwo Sienkiewiczowie z dziećmi przyjechali do Lozanny, w której mieszkali przez kilka tygodni. Pod koniec roku 1914 Sienkiewicz wraz z żoną przeprowadzili się do Grand Hotelu w Vevey, syn pozostał w Lozannie, a córka wróciła do babci do Krakowa. Po raz ostatni laureat nagrody Nobla przeprowadził się w listopadzie 1915 roku, do pobliskiego Hotel du Lac. Mieszkał tam aż do śmierci…

Hotel du Lac od strony jeziora

Hotel du Lac od strony jeziora

Również w Szwajcarii, po zachodniej stronie Lozanny, w miejscowości Morges mieszkał od 1897 roku słynny wirtuoz fortepianu Ignacy Paderewski. Osiągnąwszy światowy sukces postanowił wykorzystać swój ogromny majątek i sławę, by wpływać na bieg historii i łagodzić cierpienia rodaków.

Dwaj wielcy Polacy spotkawszy się na ziemi szwajcarskiej, postanowili połączyć swe siły dla dobra ojczyzny i w styczniu 1915 roku wraz z Antonim Osuchowskim i Erazmem Piltzem założyli w Vevey Komitet Generalny Pomocy Ofiarom Wojny w Polsce, który zajął się zbiórką pieniędzy, żywności i innych darów wśród ludzi na całym świecie. Pomoc ta była koniecznie potrzebna…

Granice trzech walczących mocarstw przebiegały przez ziemie polskie i dlatego w czasie działań wojennych w latach 1914-1918 front przemieszczał się tamtędy kilkakrotnie. Oprócz zniszczeń wynikających z samych walk frontowych, sytuację mieszkańców pogarszała celowa polityka niszczenia przez wycofujące się armie wszystkiego, co mogło by się przydać drugiej stronie. Zniszczenia pól, łąk i pastwisk spowodowały obniżenie produkcji rolnej i gwałtowny wzrost cen. Dodatkowo wojska zaborców przeprowadzały rekwizycje i zabierały chłopom resztki zapasów. Sytuacja ludności cywilnej pogarszała się z dnia na dzień. Głód i brak odzieży powodowały wysoką śmiertelność, szerzyły się epidemie. Ta dramatyczna sytuacja wymagała skoordynowanych i systematycznych działań pomocowych.

Komitet Generalny Pomocy Ofiarom Wojny w Polsce, nazywany też Komitetem Veveyskim współpracował z lokalnymi komitetami utworzonymi na terenach zaborów i na całym świecie, między innymi z Książęco-Biskupim Komitetem w Krakowie pod przewodnictwem biskupa Sapiechy, czy Komitetem Pro Polonia w Paryżu, w którym działała Maria Skłodowska-Curie.

W ciągu czterech lat działalności Komitetu Veveyskiego uzbierano i przekazano do Polski około 19 milionów franków szwajcarskich. Ta zawrotna suma mogła być zebrana między innymi dzięki ogromnemu zaangażowaniu Sienkiewicza i Paderewskiego. Napisana przez polskiego noblistę „Odezwa do narodów cywilizowanych” (Appel aux peuples civilisés) wywołała dużą, pozytywną reakcję na całym świecie i przyniosła wymierne rezultaty w postaci pierwszych zbiórek pieniędzy i tworzenia filii Komitetu. Działalność Komitetu wspomógł finansowo i moralnie także papież Benedykt XV. Z jego inicjatywy biskupi polscy zwrócili się z odezwą do katolików na całym świecie o pomoc dla Polski. Kolekta przyniosła nadspodziewane rezultaty, pieniądze napływały z całego świata i były przekazywane na konto Komitetu Veveyskiego.

Sienkiewicz był zaangażowany w prace Komitetu aż do samej śmierci 15 listopada 1916 roku. Pochowano go w pobliskim katolickim kościółku Notre-Dame. Wydarzenie to upamiętnia wmurowana tablica z medalionem Sienkiewicza, godłem polskim oraz herbami większych polskich miast. Na tablicy po francusku wyryty jest fragment tekstu Sienkiewicza: „ażeby dzieła ludzkie stworzone poprzez wieki nie zagubiły się w nocy zapomnienia, słusznym i sprawiedliwym jest ocalić ich pamięć i przekazać je potomności”. W roku 1924 prochy Sienkiewicza wróciły do wolnego już kraju.

Tablica pamiątkowa w kościele Notre-Dame w Vevey

Tablica pamiątkowa w kościele Notre-Dame w Vevey

Henryk Sienkiewicz doczekał się w Vevey pomnika, dłuta profesora Gustawa Zemły, który odsłoniła jego wnuczka Maria Sienkiewicz w ogrodzie Hotel du Lac w 90-tą rocznicę śmierci pisarza.

Pomnik Henryka Sienkiewicza w ogrodzie Hotel du Lac

Pomnik Henryka Sienkiewicza w ogrodzie Hotel du Lac

O jego pobycie w tym hotelu przypomina też tablica wmurowana we wschodnią ścianę budynku.

 

Tablica pamiątkowa we wschodniej ścianie Hotel du Lac

Tablica pamiątkowa we wschodniej ścianie Hotel du Lac

Na koniec spytam, czy wiecie z jakiej powieści Sienkiewicza zaczerpnąłem tytuł niniejszego artykułu…?

 

Śladami lisa

Śladami lisa

Po raz kolejny ukończyłem bieg 20 km de Lausanne, a wszystko to dzięki systematycznemu treningowi poprzedzającemu to sportowe wydarzenie. W trakcie przygotowań poznałem nowe, ciekawe miejsca i trasy, między innymi „lisi szlak” wzdłuż rzeki La Vuachère, która wcina się w wapienne skały okolic Lozanny, tworząc malowniczy wąwóz w środku miasta.

Rudy ojciec, rudy dziadek,
Rudy ogon – to mój spadek,
A ja jestem rudy lis.
Ruszaj stąd, bo będę gryzł.
/Jan Brzechwa, Zoo/

Źródła rzeki wytryskują w okolicach Epalinges na wysokości 730 m n.p.m., a ujście do Jeziora Genewskiego znajduje się na wysokości 372 m n.p.m. Długość rzeki to 7 kilometrów, ale trasa jest dłuższa o 1 kilometr, gdyż czasami ze względów bezpieczeństwa oddala się od koryta. Wąwóz jest ważną enklawą dla wielu gatunków roślin i zwierząt, o których można poczytać na 130 tablicach informacyjnych znajdujących się na trasie. Tablice informują także o geologii, historii, architekturze i ciekawostkach związanych z rzeką. Trasa oznaczona jest srebrnymi tropami lisa i pomarańczowo-niebieskimi palikami, więc teoretycznie nie powinno być kłopotów ze znalezieniem drogi, ale czasami trzeba się sporo rozglądać, żeby znaleźć następny drogowskaz.

Dla osób z dziećmi i spacerowiczów polecam kierunek w dół, z Croisettes do Ouchy, natomiast dla sportowców (szczególnie tych przygotowujących się do Lausanne 20km) obowiązkowy jest kierunek do góry. Trasa rozpoczyna się przy gotyckiej wieży na wschodnim krańcu bulwarów Quai d’Ouchy. Prawda jest jednak taka, że wieża ta nie ma nic wspólnego ze średniowieczem – to fałszywka. Na początku XIX wieku, trzech bogatych mieszkanców Lozanny, William Haldimand, Vincent Perdonnet i Charles-Sigismond de Cerjat, rzuciło sobie wyzwanie architektoniczne - zwycięzcą zostałby ten, który zbudowałby najwspanialszą fałszywą ruinę na swoim terenie. Taki dziwny temat konkursu wynikał z romantycznego zachwytu średniowieczem, tęsknotą za cnotami rycerskimi i blaskiem księżyca na zamkowych murach…

Spojrzał: księżyc się zapala
Na Czatyrdachu, i zrenicę słabi
Ogromnym kręgiem, w których nieco róży…
Jakby zjawisko nowe, taki duży.
Witaj mi, gwiazdo! właśnie w tej altanie,
Którą buduję z duchów i rycerzy,
Twoje mi srebrne potrzebne błyskanie;
Czasem twój promień jako miecz uderzy
I przez zieloność do nimf się dostanie
Alabastrowych; nawet do tej wieży,
Gdzie śpi Danae, oczki mrużąc ładne,
Nawet tam deszczem strof lunę i wpadnę.
O! świeć, księżycu!
/Juliusz Slowacki, Beniowski/

Caspar David Friedrich, Opactwo w dębowym lesie

Caspar David Friedrich, Opactwo w dębowym lesie

Budowlę Vincenta Perdonnet możemy zobaczyć w Parku Mon-Repos, a konstrukcja Charlesa-Sigismonda de Cerjat w Rovéréaz niestety już nie istnieje. Wygrał William Haldimand, właściciel posiadłości Denantou i to właśnie jego wieżę możemy oglądać przy ujściu rzeki La Vuachère.

Biegnę od wieży na północ Avenue de la Tour Haldimand i po około 60 metrach skręcam w lewo w wąskie przejście między ogrodzeniami. Przebiegam przez mostek i wkraczam do Parku Denantou. Zaraz skręcam w prawo na drewniany pomost. Po lewej za drzewami znajduje się park zabaw dla dzieci i Pavillon thaïlandais.

Pavillon royal thaïlandais

Pavillon royal thaïlandais

Biegnę dalej w górę, aż do Avenue de Denantou, którą zgodnie z lisimi tropami przekraczam i po chwili skręcam w prawo w alejkę wzdłuż koryta rzeki.

Zakład Oczyszczania Miasta

Zakład Oczyszczania Miasta

Po prawej mijam duży budynek Zakładu Oczyszczania Miasta (Le Service d’Assainissement), a po chwili Diabelski Mostek. Jest to drewniana, zadaszona konstrukcja, która prowadzi na drugą stronę La Vuachère i dalej do Collège Champittet.

Diabelski Mostek

Diabelski Mostek

Ja biegnę w lewo, pod górę aż do drewnianego pomostu, który wyprowadza mnie na Avenue de Montchoisi. Przebiegam na drugą stronę ulicy i znajduję srebrne ślady lisa, które wprowadzają mnie wąskim przejściem w żywopłocie między bloki mieszkalne. Z nosem przy ziemi szukam srebrnych znaków i dobiegam do Chemin de Chandieu, która prowadzi aż do wiaduktu kolejowego, pod którym przebiegam. Po drugiej stronie torów przekraczam mostek na La Vuachère i skręcam w prawo w Chemin du Trabandan.

Chemin du Trabandan

Chemin du Trabandan

Kierując się w lewo dotarłbym do Office des poursuites du district de Lausanne przy Chemin du Trabandan 28. Jest to urząd który wystawia bardzo ważne w Szwajcarii zaświadczenia, że osoby nie zalegają z płatnościami i nie mają długów (attestation de non poursuite / attestation de solvabilité). Bez takiego dokumentu nie można wynająć mieszkania lub lokalu użytkowego, nie można wziąć kredytu ani założyć spółki.

Poruszam się cały czas na wprost między budynkami, aż docieram bezpośrednio do rzeki i bardzo ładną ścieżką wzdłuż koryta biegnę przez las. Mijam boisko do koszykówki i piłki nożnej, a dalej, między blokami mieszkalnymi wybiegam na Avenue du Léman, przechodzę na drugą stronę i pod wiaduktem kolejowym trafiam na Chemin du Levant. Zaraz za Déchèterie de la Perraudettaz skręcam w lewo w wąską szutrową dróżkę, która po chwili przechodzi w ścieżkę leśną wysypaną trocinami.

Dróżka za wysypiskiem śmieci

Dróżka za wysypiskiem śmieci

Wzdłuż rzeki biegnę aż do Chemin de la Vuachère, skręcam ostro w lewo, w górę, dobiegam do skrzyżowania z Chemin du Levant i skręcam w nią w prawo, w górę (biegłem już tą ulicą wcześniej poniżej obecnej pozycji). Teraz czeka mnie prawdziwa wspinaczka aż do pomarańczowo-niebieskiego słupka, na którym widnieje strzałka nakazująca skręcić w prawo (chemin provisoire). Biegnę chwilę po płaskim, a następnie zbiegam w prawo, w dół przez osiedle aż do ścieżki, która wspina się zakosami w górę trawiastego stoku. Na szczycie warto podbiec do Belvédère de la Gottettaz, z którego roztacza się widok na wschodnią część Jeziora Genewskiego (Haut Lac) i dolinę Rodanu.

Belvédère de la Gottettaz

Belvédère de la Gottettaz

Z Belwederu zbiegam w dół, w lewo do Parc de la Gottettaz, po prawej mijam lisa wystruganego z drewna, a po lewej dużą wiatę. Biegnąc dalej po ścieżce wracam w pobliże rzeki i wzdłuż jej koryta i dużego bloku mieszkalnego wspinam się aż do Avenue de Béthusy. Tu La Vuachère chowa się w podziemnym kanale.

Kanał

Kanał

Ja, kierując się dalej za śladami lisa, przebiegam obok ronda Chailly i skręcam w lewo w Avenue de la Vallonnette. Biegnę w górę i przy Maison de quartier de Chailly skręcam w prawo. Przebiegam przez plac przed domem kultury, wbiegam pomiędzy drzewa i zbiegam w dół, gdzie ponownie spotykam La Vuachère.

Po przekroczeniu drewnianego mostku, ścieżką wzdłuż rzeki biegnę aż do gospodarstwa rolnego Aebi, w którym można kupić owoce, warzywa, kwiaty, a przed Bożym Narodzeniem choinkę. Obiegam grządki i szklarnie, i trafiam na Avenue Victor-Ruffy, którą zaraz skręcam w prawo i jeszcze raz w prawo.

Pan Tadeusz - Księga I: Gospodarstwo

Pan Tadeusz – Księga I: Gospodarstwo

Zbiegam w dół do Avenue du Temple, skręcam w prawo i po chwili w lewo w Chemin de Champ-Rond, która będzie mnie prowadzić przez około 550 metrów przez cichą dzielnicę willową, znowu z dala od rzeki. Kiedy La Vuachère pojawia się ponownie, przekraczam ją przez mostek i wspinam się po schodkach do parkingu przy Route d’Oron. Srebrne oznakowania trasy przeprowadzają mnie na drugą stronę ulicy, następnie przekraczam przecznicę Avenue de Valmont i skręcam w lewo do lasu. Przebiegam obok budynku, w którym okoliczni mieszkańcy organizują imprezy, na przykład urodziny dla dzieci. Uwaga, nie biegnę prosto, ale skręcam w prawo na drewniany mostek i zaraz za nim w lewo.

O jeden most za daleko

O jeden most za daleko

Zostaję pogryziony przez psa, którego właścicielka beztrosko puściła bez smyczy. Tracę czas na eskortowanie owej pani do mieszkania i sprawdzenie, czy pies był szczepiony na wściekliznę. Na szczęście był! Dodatkowo pani wypłaca mi 123 miliony dolarów w ramach zadośćuczynienia za traumatyczne przeżycia. Och, chyba mam zwidy spowodowane szokiem, to nie są Stany Zjednoczone. Właścicielka psa po prostu bardzo mnie przeprasza i rozstajemy się.

Kontrola

Kontrola

Zaczyna się lekka wspinaczka po ścieżce wysypanej trocinami. W  wąwozie po lewej, rachitycznie sączy się La Vuachère. Dobiegam do miejsca, gdzie strumyk ponownie chowa się pod ziemią, żeby przepłynąć pod autostradą Lausanne Nord.

Kanał II

Kanał II

Stąd dalej w górę i w lewo, a dalej obok boiska szkolnego (nie wbiegam na razie na most nad wąwozem). Dalej po ścieżce przy osiedlu dobiegam do krytej kładki, po której przedostaję się na drugą stronę autostrady. Skręcam w prawo po skosie, obiegam duży blok mieszkalny i skręcam w lewo w Chemin de Praz-Séchaud i po 260 metrach znowu w lewo w Avenue de Valmont. Przebiegam przez mostek nad rowem, w którym teoretycznie płynie nasza rzeczka i docieram do ostatniej tablicy informacyjnej sur les traces du renard.

Stąd biegnę dalej po Avenue de Valmont przy wielkiej łące w lewo w dół. Mijam budynki Lozańskiego Przedsiębiorstwa Komunikacyjnego (tl) i tunelem pod autostradą dobiegam do grupy wysokich budynków. Przed pierwszym z nich skręcam w lewo w kierunku koryta rzeki La Vuachère. Przebiegam mostem zawieszonym wysoko nad wąwozem (na który poprzednio nie wbiegałem z przeciwnej strony) i zamykam pętlę.

Koryto rzeki La Vuachère w okolicy Avenue de Valmont

Koryto rzeki La Vuachère w okolicy Avenue de Valmont

Teraz cały czas biegnę w dół po lisich i swoich śladach aż do La Tour Haldimand. W okolicach Belwederu, gdzie jak już pisałem, roztacza się wspaniały widok na jezioro, dostrzegam na jego dnie jakieś budowle, wieże i baszty oraz tajemnicze cienie przemykające pod powierzchnia wody. A więc to jednak prawda, że starożytne, zatopione miasto istnieje na dnie Jeziora Genewskiego…

A sprawa Jeziora Lemańskiego? Zjechali się korespondenci ze wszystkich zakątków Europy! Zaczęto mówić, ze zatopione miasto powstało w czasach opisanych w De bello galico, kiedy jezioro było tak wąskie, że nie mieszało swoich wód z wodami przepływającego przez nie Rodanu. Miejscowi przewoźnicy wzbogacili się, transportując turystów łodziami na środek jeziora; wylewano do wody olej, żeby lepiej widzieć… Pewien słynny polski archeolog wysłał do kraju artykuł, w którym zapewniał, że dostrzegł na dnie jeziora skrzyżowanie ulic i konny pomnik!
/Umberto Eco, Cmentarz w Pradze/

Zaginając czasoprzestrzeń

Zaginając czasoprzestrzeń

Pogoda tej zimy najbardziej przypomina jesień. Przez większość dni pada deszcz, niebo jest zachmurzone i nie ma słonecznego, naturalnego źródła witaminy D.

O szyby deszcz dzwoni, deszcz dzwoni jesienny
I pluszcze jednaki, miarowy, niezmienny,
Dżdżu krople padają i tłuką w me okno…
Jęk szklany… płacz szklany… a szyby w mgle mokną
I światła szarego blask sączy się senny…
O szyby deszcz dzwoni, deszcz dzwoni jesienny…
Wieczornych snów mary powiewne, dziewicze
Na próżno czekały na słońca oblicze…
/Leopold Staff, Deszcz jesienny/

Zatem, kiedy chmury rozstępują się nawet na chwilę, trzeba być przygotowanym i natychmiast ruszać w drogę. Takie rozpogodzenie zastało mnie ostatnio w sobotę, w okolicach mojej własnej trasy blogowej, tzn. biegowej. Najbliższa Ziemi gwiazda pojawiła się na niebie i świeciła pięknie, a parująca leśna ścieżka zapraszała do biegu. Dostrzegłem tego dnia kilka dodatkowych atrakcji wartych opisania i zaprezentowania na zdjęciach…

Tam doliny są bezdenne,
Tam urwiska są kamienne,
Tam są głazy fantastyczne –
Letargiczne – magnetyczne –
I otchłanie – i pieczary –
I olbrzymich lądów jary –
Niepojętych kształtów mary –
Wiekuistych mgieł opary.
Niebotyczne dzikie góry
I bezbrzeżnych mórz lazury,
Mórz, co dyszą bez wytchnienia
Pod błękitem z krwi płomienia.
I jeziora nieskończone,
W martwą wodę skrysztalone,
W martwą wodę lodowatą,
Śnieżnych lilii strojne szatą.
/Edgar Allan Poe, Kraina Snu/

Bardzo dobrze był widoczny głaz La Pierre à Cambot, ponieważ nie ostały się już żadne liście na pobliskich drzewach. Stoły, ławy i miejsca na ogniska czekają na lato i na gości.

Piknik pod stojącą skałą

Piknik pod stojącą skałą

Okazało się, że jar Le trou de la Sorcière, którym zbiega się do rzeki La Mèbre, nazywa się tak z powodu, pewnej pani, która mieszka na pobliskim drzewie.

Czarci Jar

Czarci Jar

Znając na pamięć wybitne dzieło dominikańskich inkwizytorów Heinricha Kramera i Jacoba Sprengera „Młot na czarownice” (Malleus Maleficarum) bez strachu zbiegłem na samo dno dziury (le trou) i z podniesionym czołem przekroczyłem rzekę.

Wodospad Le Cascade de La Mèbre prezentował się bardzo okazale z powodu dużego poziomu wody.

[...] to wszystko, co z sobą unosi srebrzysta kaskada potoku, który spada z góry rytmicznie niesiony swym własnym prądem... —  niesiony dokąd? [...]

[...] to wszystko, co z sobą unosi srebrzysta kaskada potoku, który spada z góry rytmicznie niesiony swym własnym prądem… — niesiony dokąd? [...]

Biegnąc dalej w nastroju bajkowym przekroczyłem portal mojej wyobraźni i wylądowałem w Kambodży, w świątyni Ta Prohm, gdzie Lara Croft poszukiwała talizmanu dającego władzę nad czasoprzestrzenią.

Ta Prohm w Kantonie Vaud

Ta Prohm w Kantonie Vaud

Szwajcarski Angkor

Szwajcarski Angkor

 

Mam nadzieję, że moje znalezisko zachęci twórców Tomb Raidera i kolejna część przygód dzielnej Lary powstanie w kantonie Vaud. W tak poważnych kwestiach biznesowych trzeba zdać się na uznane autorytety:

Wyobraźnia jest ważniejsza od wiedzy, ponieważ wiedza jest ograniczona.
/Albert Einstein/

Po kilkuset metrach wróciłem do naszego wymiaru, ale nie przestałem improwizować i zaraz za młynem Le Moulin – Dessus odbiłem w prawo w górę, przez mostek. Dzięki temu odkryłem ciekawy zabytek innego rodzaju i pochodzący z czasów bardziej współczesnych.

Zimna woda zdrowia doda

Zimna woda zdrowia doda

Kiedy wróciłem do domu, z nieba zaczęły się lać strugi deszczu. Uff, zdążyłem.

W niedzielę również biegałem w krótkim momencie słonecznej pogody. Tym razem w terenie pomiędzy Epalinges a Chalet-a-Gobet. Miejsce łatwo dostępne z centrum Lozanny (blisko końcowego przystanku metra – Croisette). Dodatkowo mam tam świetną bazę wypadową u znajomych, u których mogę się przebrać, umyć i napić herbaty. Jest to w większości stroma ścieżka leśna, ale momentami styka się z historyczną drogą z czasów rzymskich, którą kupcy przemieszczali się z Lozanny przez Moudon i Avenches w kierunku Berna.

Każdy szalet jest pełen zalet

Każdy szalet jest pełen zalet

Droga przez Bois de Peccau jest dobrze zachowana dzięki szwajcarskiemu prawu leśnemu, wprowadzonemu w 1876 roku, które skutecznie utrudniło dalsze wylesiania i jednocześnie ochroniło ścieżki prowadzące przez te tereny. Natomiast w obszarach miejskich wiele historycznych ciągów komunikacyjnych padło ofiarą presji na budowę osiedli i nowych dróg.

Ciągła wspinaczka opłaciła się i w końcu dotarłem do miejsca, które przypomina nieco bagna, gdzie po głowach aligatorów skakał James Bond.

Żyj i pozwól umrzeć

Żyj i pozwól umrzeć

Biorąc pod uwagę ostatnie wiadomości ze Stanów Zjednoczonych, nie zdziwił mnie zbytnio fakt, że Bagna Everglades zamarzły, więc dopiero po chwili zorientowałem się, że znów samoczynnie zagiąłem czasoprzestrzeń i przeniosłem się do innego wymiaru. Ale nadszedł moment, żeby wracać i napić się gorącej herbaty, a jak mówiła Ania Shirley:

Najgorsze jednak z tych wyobrażonych rzeczy jest to, że przychodzi chwila, w której trzeba przerwać marzenie, a to bardzo boli.
/Lucy Maud Montgomery, Ania z Zielonego Wzgórza/

Wróciłem do mojej bazy w Epalinges, gdzie zostałem ugoszczony pyszną herbatą Darjeling FTGFOP z pierwszego, wiosennego zbioru. Tajemniczy skrót umieszczony przy nazwie tej odmiany oznacza, że jest to herbata najwyższej jakości, przygotowana z najdelikatniejszych listków, zbieranych ze szczytu pączka. Skrót można też tłumaczyć żartobliwie jako “Far Too Good For Ordinary People”, czyli “Zdecydowanie Zbyt Dobra Dla Zwykłych Ludzi”.

Dodatkowo po wysiłku fizycznym dobrze dla równowagi poćwiczyć mózg (i vice-versa). Zatem rozegraliśmy strategiczną grę „Geniusz”, w której trzeba równomiernie rozkładać siły na wszystkie swoje pionki. Przypomniało mi to współpracę w zespole, a to z kolei od razu skierowało moje myśli do mojego byłego zespołu, w mojej byłej pracy.

Moi koledzy zaskoczyli mnie ostatnio i wywołali wzruszenie, gdyż zaprosili mnie na pożegnalne spotkanie do restauracji w Neuchatel oraz wręczyli pożegnalną kartkę wraz z bonem do sklepu sportowego. Muszę przyznać, że było to miłe i potwierdziło moje obserwacje, że to nie surowce, nie materiały, nie maszyny i nie komputery, ale ludzie są najważniejszym kapitałem przedsiębiorstwa.

Dwie pachnące ginem łzy spłynęły mu wolno po policzkach. Ale wszystko już było dobrze, wreszcie było dobrze; walka się skończyła. Odniósł zwycięstwo nad samym sobą. Kochał Wielkiego Brata.
/George Orwell, Rok 1984/

Jezioro Genewskie

Z Ouchy do Saint-Sulpice

Mam szczęście mieszkać w Lozannie nad Jeziorem Genewskim, największym jeziorem w Alpach, które jest też największym jeziorem Europy Zachodniej. Zachodniej tylko, ponieważ największe jeziora Europy znajdują się we wschodniej części kontynentu, a listę otwiera jezioro Ładoga w Rosji.

Jezioro Genewskie ma jednak w sobie magię, która zauroczyła wielu wybitnych twórców przede mną. Hmm, chyba zabrzmiało to trochę zbyt szumnie.

Jezioro Genewskie

Jezioro Genewskie

Tak czy inaczej, to właśnie nad brzegami tego jeziora powstały „Liryki Lozańskie” Adama Mickiewicza, a w niedalekiej Genewie Juliusz Słowacki stworzył „Kordiana” i „Balladynę”. W Vevey Henryk Sienkiewicz i Charlie Chaplin przeżyli ostatnie lata swojego życia, a w Morges przez około 40 lat mieszkał Ignacy Jan Paderewski. Okolice Lac Leman zachwyciły także Karola Szymanowskiego, Cooco Chanel, Audrey Hepburn i Yula Brynnera.

A Duch Boży unoszący się nad wodami natchnął Barona Pierre’a de Coubertin do założenia siedziby Międzynarodowego Komitetu Olimpijskiego w Lozannie.

Tym razem moją trasę biegową zacząłem w Ouchy, popularnym miejscu rozrywki i wypoczynku, zarówno mieszkańców, jak i turystów. Ten mały port rybacki, po włączeniu w granice miasta w XIX wieku, przeistoczył się na przestrzeni lat w jedno z najbardziej reprezentacyjnych i rozpoznawalnych miejsc Lozanny. Powstały tu ekskluzywne hotele Beau-Rivage Palace, Château d’Ouchy i Mövenpick, liczne restauracje i… dwa sklepy spożywcze otwarte codziennie do 22:00, co w Szwajcarii jest rzadkością. Na Avenue d’Ouchy, ulicy biegnącej od jeziora w górę miasta, znajduje się sklepik “Bazar d’Ouchy”, w którym od ponad 100 lat można zakupić wszystkie szwajcarskie gadżety, jakie tylko można sobie wymarzyć, a w szczególności zegar z kukułką, który jest czasem obiektem złośliwych żartów:

We Włoszech przez 30 lat pod panowaniem Borgiów były wojny, terror, morderstwa, rozlew krwi, a dali światu Michała Anioła, Leonarda da Vinci, Odrodzenie. W Szwajcarii była miłość braterska, 500 lat demokracji i pokój. A co stworzyli? Zegar z kukułką”.
/Trzeci człowiek (1949), reż. Carol Reed/

Myślę jednak, że to tylko przez zazdrość dla spokoju, porządku i dobrobytu, które przez te lata demokracji bezpośredniej wypracowała sobie Szwajcaria.

Start biegu wyznaczyłem na Place de la Navigation, w pobliżu portu i karuzeli dla dzieci, przy czterech kamiennych blokach. Nie są one tu tylko dla ozdoby. Monolity te symbolizują cztery wiatry wiejące na Jeziorze Genewskim i są częścią artystycznego projektu, który zajął pierwsze miejsce w konkursie na przebudowę Place de la Navigation w 1991 roku. Druga część rzeźby to znajdujący się  150 metrów dalej, przy wejściu do portu półkolisty wiatromierz o wysokości 20 metrów.

Eole

Eole

Obraca się on reagując na podmuchy wiatru. Stając po kolei przed każdym kamiennym blokiem, ze stopami na kole z nazwą wiatru i patrząc przez wycięte w monolicie półkole na wiatromierz, można stwierdzić, który z czterech wiatrów w danej chwili wieje.

Odpowie ci wiatr, wiejący przez świat

Odpowie ci wiatr, wiejący przez świat

Ruszam w prawo, na zachód nabrzeżem i po około 200 metrach skręcam w lewo, aby cały czas biec przy wodzie. Biegnę między portem a dużym budynkiem, w którym znajduje się między innymi restauracja orientalna i sala do curlingu. Na końcu portu skręcam w prawo i biegnę nabrzeżem przemysłowym pod ogromnymi dźwigami do przeładunku piasku, żwiru i kamieni. Po lewej stronie, po drugiej stronie basenu portowego parowiec „Italie” z nadzieją czeka na generalny remont, aby dołączyć do działających jednostek floty z okresu „belle epoque”.

M/S Italie (1908)

M/S Italie (1908)

Statków w sumie jest osiem i wszystkie zostały zbudowane pomiędzy rokiem 1904 a 1927 w zakładach braci Sulzer w Winterthur. Obecnie należą do armatora “Compagnie Generale de Navigation” (CGN) z Genewy:

Montreux (1904)
Vevey (1907)
Italie (1908)
La Suisse (1910) – okręt flagowy CGN
Savoie (1914)
Simplon (1920)
Helvetia (1926)
Rhone (1927)

Kontynuuję bieg w kierunku zachodnim i po dotarciu do muru ogradzającego znajdującą się poniżej płatną plażę Bellerive skręcam:

a) od października do maja w lewo – i betonowym nabrzeżem nad brzegiem jeziora dobiegam do asfaltowej alejki spacerowej w okolicach Theatre de Vidy;

b) od czerwca do września w prawo (ponieważ w okresie letnim deptak przy jeziorze jest zamknięty i staje się częścią płatnego terenu plaży Bellerive) –  i wzdłuż Avenue de Rhodanie dobiegam do końca terenu ogrodzonego, skręcam w asfaltową alejkę w lewo i dobiegam nią do jeziora w okolicach Theatre de Vidy.

Dalej przemieszczam się alejką spacerową na zachód, docieram do portu Vidy, przebiegam nabrzeżem i na jego końcu skręcam w lewo tak jak w porcie w Ouchy, żeby cały czas biec przy wodzie, a kiedy port się kończy, skręcam w prawo. Mijam piramidy zbudowane z okazji Szwajcarskiej Wystawy Krajowej w 1964 roku, przy wysokim stalowym pomniku skręcam w prawo i dobiegam do głównej alei spacerowej. Dalej kieruję się w lewo na zachód. Po kilkudziesięciu metrach skręcam w prawo na stadion imienia Pierre’a de Coubertin. Stadion ten jest miejscem wielu imprez sportowych, między innymi tu kończy się bieg Lausanne 20 km. W roku 2013 wymieniono starą, czerwoną nawierzchnię tartanową bieżni na nową, niebieską. Obiegam stadion w prawo, jak na rondzie i przez wyjście po przeciwnej stronie wybiegam na Rue du Vidy. Przekraczam ulicę oraz parking i przez przerwę w pasie drzew wbiegam na łąkę, na której widać pozostałości rzymskiej osady Lousonna.

Ruines Romaines

Ruines Romaines

Przebiegam na skos przez Ruines romaines i znów znajduję się na Rue du Vidy, którą biegnę w lewo na zachód. Dobiegam do ronda, z którego kierując się w prawo, pod wiaduktem autostrady, można dotrzeć do Musée romain. Ja natomiast biegnę w lewo, pod oknami Międzynarodowego Komitetu Olimpijskiego.

Citius-Altius-Fortius

Citius-Altius-Fortius

Zdaję sobie sprawę, że nie jestem najszybszym biegaczem w Lozannie, ale nic to. Baron de Coubertin mówił, że sama walka i rywalizacja są ważniejsze od zwycięstwa:

Ważną rzeczą w życiu nie jest triumf, lecz walka, istotną sprawą jest nie zwyciężać, lecz walczyć dobrze.

W jakże prosty sposób ten sam sens wyrazili Skaldowie w piosence „Króliczek”:

Nie o to chodzi by złowić króliczka,
ale by gonić go,
ale by gonić go,
ale by gonić go!

Gonię więc dalej…

Za Komitetem Olimpijskim można wybrać trzy opcje trasy:

a) dobiec do jeziora i kontynuować główną promenadą;

b) biec prosto alejką wzdłuż ulicy i oczyszczalni ścieków;

c) lub wbiec do lasku i przez jakiś czas używać ścieżki zdrowia.

Cel jest jeden – przekroczyć rzekę La Mèbre. Tak, to ta sama rzeka, którą już opisywałem na blogu. Ja z reguły wybieram ścieżkę zdrowia, gdyż trocinowe podłoże jest łagodniejsze dla stawów niż asfalt. Parcoursvita prowadzi mnie od stacji do stacji i przy jednej z nich chcę zwrócić uwagę na ciekawostkę historyczną.

Za przystankiem numer 4, za krzakami widać kamienny obelisk na niewielkim kopcu, otoczonym żywopłotem. Jest on dobrze widoczny jesienią i zimą, natomiast na wiosnę i w lecie, zasłania go ściana zieleni. Warto przejść przez zarośla i przeczytać napis na pomniku. Jest to miejsce, w którym został ścięty major Davel, żołnierz i patriota Szwajcarii romańskiej. Chciał doprowadzić do niepodległości kantonu Vaud, okupowanego w tym czasie przez berneńczyków. Został aresztowany, torturowany i ścięty w Vidy 24 kwietnia 1723 roku.

Miejsce egzekucji majora Davela

Miejsce egzekucji majora Davela

Biegnę dalej ścieżką zdrowia, aż do asfaltowej alejki i rzeki, które przekraczam i dalej przez tereny sportowe uniwersytetu i politechniki znów dołączam do głównej promenady nad jeziorem. Biegnę nią przez Petit Port w Saint-Sulpice, mijam szlaban i przy placu zabaw skręcam z drogi w lewo nad samo jezioro. Można dalej biec ulicą, ale jak zwykle wybieram wersję przyrodniczo-widokową.

Ścieżka nad jeziorem prowadzi do plaży Pelikana i dalej, aż do miejsca, gdzie prywatne posiadłości dochodzą do samej wody. Skręcam wtedy w prawo w szutrową alejkę i na wprost restauracji L’Abordage dołączam do drogi asfaltowej i skręcam w lewo.

Dalej trasa prowadzi cały czas Avenue du Leman aż do Parc du Débarcadère w Saint-Sulpice. Przebiegam obok placu zabaw i łąki, skręcam tak jak prowadzi droga w prawo za restauracją Le Débarcadère i dobiegam do kościoła Świętej Marii Magdaleny, który wybrałem jako cel mojej wycieczki biegowej. Kościół został założony przez benedyktynów z Cluny we Francji na przełomie XI i XII wieku. Stał się kościołem protestanckim po wprowadzeniu Reformacji w kantonie Vaud.

Kościół Świętej Marii Magdaleny w Saint-Sulpice

Kościół Świętej Marii Magdaleny w Saint-Sulpice

Dalej można biec w kierunku Preveranges i Morges, ale to już temat na inną opowieść…

Wracam mniej więcej tą samą drogą do Ouchy, modyfikując trasę w zależności od humoru i samopoczucia (wariant a, b lub c lub… inny). Planowanie jest bardzo ważne, ale trzeba od czasu do czasu wprowadzać odchylenia, wyrwać się z ram, zaimprowizować:

Nie idź tam, dokąd prowadzi ścieżka, lecz tam, gdzie jej nie ma i zostaw za sobą ślad.
/Ralph Waldo Emerson, amerykański poeta i eseista XIX wieku/

Kroki w nieznane

Kroki w nieznane

Poniżej cały szlak zarejestrowany przez GPS:

Dolina Suchej Wody

Panowie, szanujmy wspomnienia

W przeciwieństwie do moich nieregularnych, acz spektakularnych zrywów sportowych w Polsce, po przybyciu do Szwajcarii zacząłem biegać regularnie, jak w… szwajcarskim zegarku.

Infrastruktura sportowa Lozanny zachęca i pomaga w sportowym wysiłku. Są tu promenady nad jeziorem, ścieżki zdrowia w samym mieście oraz bardziej dzikie, ale równie dobrze utrzymane trasy w okolicznych górach i lasach.

Lozanna jest siedzibą Międzynarodowego Komitetu Olimpijskiego, wielu federacji sportowych oraz Muzeum Olimpijskiego. Ludzie biegają, pływają, jeżdżą na rolkach i rowerze, zarówno w często organizowanych tu zawodach sportowych, jak i na co dzień.

Creux du Van

Creux du Van

Aby przebyć tysiąc mil, trzeba zrobić pierwszy krok
/Bruce Lee/

Zacząłem korzystać z tych wszystkich dobrodziejstw i udogodnień. Ruch, a w szczególności bieganie stało się dla mnie odskocznią od „skurczonego” trybu pracy nad klawiaturą. Noce i dnie spędzane w biurze powodowały, że organizm w swojej naturalnej mądrości poszukiwał przeciwwagi i możliwości wyprostowania się.

Przyjemność z biegania jest oczyszczająca, odświeżająca, budująca i motywująca. Cudownie jest zacząć dzień od biegu, wstać jeszcze przed świtem, czuć poranny chłód, spotkać jeża wracającego do swojej norki, słyszeć głosy budzących się ptaków i patrzeć, kiedy ranne wstają zorze.

Kiedy ranne wstają zorze,
Tobie ziemia, Tobie morze.
Tobie śpiewa żywioł wszelki,
Bądź pochwalon, Boże wielki!

[…] Ledwie oczy przetrzeć zdołam,
Wnet do mego Pana wołam,
Do mego Boga naniebie,
I szukam Go koło siebie.

/Franciszek Karpiński, Pieśń poranna/

Potem powrót do domu, prysznic, śniadanie bogate w węglowodany i do pracy. A tam terminy, nie moje miliony do policzenia, atmosfera stresu na poziomie operowania niemowlaka na otwartym sercu, wirtualny budżet i takież same odchylenia, „proaktywne reagowanie”, wychodzenie przed szereg, rzucanie się na robotę i budowanie ścieżki kariery. Mózg jest jednak tak naładowany endorfinami po porannym biegu, że te wszystkie problemy nie są straszne, co więcej, są śmieszne. Tak, moi drodzy – sport to zdrowie, a w zdrowym ciele zdrowy duch.

Zaraz, zaraz, miałem przecież nie pisać o pracy i patrzeć tylko w świetlaną przyszłość. Widzę jednak, że siedemnastu lat życia nie da się tak po prostu wymazać. Bywało różnie, raz lepiej, raz gorzej, a raz koszmarnie, ale była to część mojego życia. Bardzo duża cześć. Jak mówią słowa piosenki:

Gonimy za szczęściem, sięgamy do gwiazd,
Na gwałt świat chcemy zmieniać,
Lecz to najważniejsze, co żyje gdzieś w nas,
Panowie, szanujmy wspomnienia.

/Skaldowie, Szanujmy wspomnienia/

Teraz, z perspektywy czasu widzę, że było to życie w złotej klatce.

Lustra na suficie

Lustra na suficie,
Różowy szampan z lodu
A ona mówi, “wszyscy tu jesteśmy więżniami na własne życzenie”.

Na szczęście, już opuściłem tę klatkę, a raczej zostałem uprzejmie usunięty dla wspólnego dobra, bo nigdy bym tej decyzji nie podjął sam.

Kto z was podniesie skargę, dla mnie jego skarga
Będzie jak psa szczekanie, który tak się wdroży
Do cierpliwie i długo noszonej obroży,
Że w końcu gotów kąsać rękę, co ją targa.

/Adam Mickiewicz, Do przyjaciół Moskali/

Oprócz przyjemności biegania, która zawsze była i jest najważniejsza, udało mi się ukończyć kila oficjalnych imprez biegowych:

  • trzy razy półmaraton Lozański
  • bieg Morat-Fribourg
  • bieg Grand Prix Bern
  • 10 i 20 km po Lozannie
  • dwa razy między-firmowy bieg BOBST
  • maraton Nicea-Cannes
  • dwa razy bieg górski Sierre-Zinal
Sierre-Zinal

Sierre-Zinal

a mój kalendarz biegowy na rok 2014 jest już ustalony.

Jeśli nie ćwiczysz, nie zasługujesz na wygraną.
/Andre Agassi/

Sierre-Zinal

Dlaczego w biegu?

Pobiegłem dzisiaj. Dla przyjemności, zdrowia i treningu siły woli. W bieganiu, tak jak w wielu innych aspektach życia, bardzo ważna jest systematyczność, a więc przyjmowanie naturalnej witaminy D z promieni słonecznych, także musi odbywać się regularnie. Samurajowie powiadali, że “konsekwencja ważniejsza jest od miecza”.

Tym razem biegałem w okolicach Cheseaux-sur-Lausanne i Crissier, a trasa była tak ciekawa, że jej techniczny opis umieściłem w osobnym artykule “Wąwozem rzeki La Mèbre”.

Jak to często bywa w czasie biegu, chrzęst kamyków pod butami, szum wiatru i promienie słońca na twarzy wprowadziły mnie w idealny nastrój do rozmyślań. W poprzednim artykule napisałem dlaczego Mammut. Teraz nastała pora na wyjaśnienie znaczenia drugiej części nazwy bloga…

…dlaczego w biegu?

Gdyby to się działo 30 lat temu w Polsce, można by przypuszczać, że rzucili papier toaletowy do sklepu i biegnę, żeby zająć korzystne miejsce w kolejce lub chociaż zapisać się na listę społeczną. W biegu modlę się, żeby szlag trafił komunistyczne władze, centralne planowanie i Układ o Przyjaźni, Współpracy i Pomocy Wzajemnej, i żeby wreszcie nastał kapitalizm.

Nie! Pudło.

Jestem w biegu teraz, kiedy upragniony kapitalizm panuje na całym świecie (z nielicznymi wyjątkami w stylu “Patria o Muerte” Fidela Castro). Może więc biegnę, żeby dostosować się do pędzącego świata, który jeszcze przyspiesza w pogoni za kapitalistycznym zyskiem, a w którym nazwa „wyścig szczurów” nie dotyczy tych gryzoni od “Dżumy” i “Ratatuj”, ale eleganckich pań i panów w garniturach:

Moi koledzy ścigają ze mną się
Bo do wyścigu każden gotów jest
Moi koledzy z lepszych najlepsi
Trzydzieste piętro w biurowcu szklanych drzwi.

/Kazik, Malcziki/

Nie! Znowu pudło.

Po prostu, “pewnego dnia, tak bez przyczyny, postanowiłem trochę pobiegać” – mam nadzieję, że kojarzycie do jakiego filmu nawiązuję. Biegałem głównie w Krakowie, gdzie stężenie pyłu zawieszonego w powietrzu przekracza normy bezpieczeństwa. Bardzo polubiłem zamkniętą dla ruchu samochodowego drogę przez kolejową stację przeładunkową w Bieżanowie, którą w czasie II wojny światowej zbudowali Niemcy. Dalej biegłem w kierunku Pomnika na Górze Kaim, który upamiętnia odparcie podczas I wojny światowej, przez armię austro-węgierską, ofensywy wojsk rosyjskich, chcących zdobyć Kraków.

Pomnik na Górze Kaim

Pomnik na Górze Kaim

Czasami wybiegałem poza miasto, głównie do górującego nad zanieczyszczoną krakowską niecką Lasu Wolskiego. Udało mi się nawet ukończyć Pierwszy Bieg Po Dolinie Będkowskiej i wbiec, a raczej wejść na Trzy Korony w Pieninach.

Trzy Korony

Widok na Tatry ze szczytu Trzech Koron

Prawdziwy (re)start nastąpił jednak nad wodą wielka i czystą…

Nad wodą wielką i czystą
Stały rzędami opoki
I woda tonią przejrzystą
Odbiła twarze ich czarne.

Nad wodą wielką i czystą
Przebiegły czarne obłoki
I woda tonią przejrzystą
Odbiła kształty ich marne.

Nad wodą wielką i czystą
Błysnęło wzdłuż i grom ryknął
I woda tonią przejrzystą
Odbiła światło, głos zniknął.
A woda, jak dawniej czysta,
Stoi wielka i przejrzysta.

Tę wodę widzę dokoła
I wszystko wiernie odbijam,
I dumne opoki czoła,
I błyskawice pomijam.

Skałom trzeba stać i grozić,
Obłokom deszcze przewozić,
Błyskawicom grzmieć i ginąć:
Mnie płynąć, płynąć — i płynąć!…

/Adam Mickiewicz, Liryki lozańskie – Nad wodą wielką i czystą/

Nad wodą wielką i czystą

Nad wodą wielką i czystą