Historia kołem się toczy

Historia kołem się toczy

Długo zwlekałem z opisaniem trasy, którą biegałem w czasie bożonarodzeniowego pobytu w Polsce, przygotowując się do Krakowskiego Biegu Sylwestrowego. Prowadzi on przez miejsca, które nie są typowym terenem rekreacyjno-sportowym ani nawet terenem zachęcającym na pierwszy rzut oka do zwiedzania. Na drugi rzut oka jednak zaczynają pokazywać swój urok.

Cudze chwalicie,
Swego nie znacie,
Sami nie wiecie,
Co posiadacie.
/Stanisław Jachowicz/

W czasie tych kilku dni, kiedy trenowałem do X Krakowskiego Biegu Sylwestrowego, spotkałem na tej trasie kilkanaście biegających osób, kilku rowerzystów i…jednego bażanta.

Kolega sportowiec

Kolega sportowiec

Za początek trasy wybrałem Park i Pałac Erazma Jerzmanowskiego w Prokocimiu, południowej dzielnicy Krakowa.

Park Jerzmanowskiego

Park Jerzmanowskiego

Pałac Jerzmanowskiego

Pałac Jerzmanowskiego

Historia tego terenu sięga XIII wieku, kiedy to prawdopodobnie biskup krakowski Prokop założył wieś Prokocim. Przez wieki majątek przechodził z rąk do rąk, aż w roku 1895 kupił go Erazm Jerzmanowski. Ten wybitny wynalazca i przedsiębiorca dorobił się ogromnego majątku w Stanach Zjednoczonych, gdzie zajmował się produkcją i dystrybucją gazu. Posiadał kilka patentów na urządzenia służące wytwarzaniu i przetwarzaniu gazu, m.in. patent na metodę umożliwiającą zastosowanie gazu do oświetlenia ulic. Za oceanem Jerzmanowski nazwany został „człowiekiem, który oświetlił Amerykę”.

Erazm Jerzmanowski

Erazm Jerzmanowski

Erazm Jerzmanowski był jednym z najbogatszych ludzi XIX wieku, jego majątek porównywano z majątkiem Johna D. Rockefellera. Zdobycie fortuny było dla niego środkiem do wspierania odbudowy niepodległej Polski. W Stanach Zjednoczonych wspierał szczególnie działalność oświatową, naukową i kulturalną Polonii. W Szwajcarii wspomagał finansowo Muzeum Polskie w Rapperswillu, a także przekazywał dla muzeum liczne przedmioty i dzieła sztuki. Po powrocie do kraju osiadł w majątku w Prokocimiu i nie brał czynnego udziału w życiu towarzyskim Krakowa, ale nie zaprzestał swojej działalności charytatywnej. Czynnie wspierał swojego przyjaciela Adama Chmielowskiego – świętego Brata Alberta w pomocy najbiedniejszym.

Iść zawsze naprzód, choćby po gorzkich zawodach i szalejących bałwanach morskich, gdy opieka Boska nad nami, przed niczym zaś się nie cofać, a na wszystko być gotowym, jeśli Bóg czego od nas zażąda.
/Św. Brat Albert/

Leon Wyczółkowski, „Brat Albert przytulający dziecko”, olej na płótnie, 1934. Dom Generalny Braci Albertynów, Kraków

Leon Wyczółkowski, „Brat Albert przytulający dziecko”, olej na płótnie, 1934. Dom Generalny Braci Albertynów, Kraków

W swoim testamencie ustanowił „Fundację Nagród im. Erazma i Anny małżonków Jerzmanowskich”, którą zarządzać miała Krakowska Akademia Umiejętności. Fundacja miała wypłacać corocznie nagrodę pieniężną za wybitne osiągnięcia literackie, naukowe lub humanitarne dokonywane z pożytkiem dla ojczystego kraju. W związku z tym Jerzmanowski często nazywany jest polskim Noblem. Laureatami nagrody byli między innymi książę Adam Stefan kardynał Sapieha, Henryk Sienkiewicz i Ignacy Paderewski. O dwóch ostatnich wspominałem już na moim blogu, ponieważ byli związani również ze Szwajcarią. Po śmierci Erazma Jerzmanowskiego jego żona Anna sprzedała majątek Augustianom, którzy po wielu zawirowaniach historycznych znów są w posiadaniu tego terenu i odprawiają msze święte w parkowej kaplicy.

Kaplica w Prokocimiu

Kaplica w Prokocimiu

Po opuszczeniu terenów pałacowych od strony zachodniej, biegnę w prawo w dół ulicą Górników. Mijam zabytkową wieżę wodną o wysokości około 20 metrów, z której w czasach świetności rury wodociągowe doprowadzały wodę do pałacu i do parkowych fontann.

Wieża wodna

Wieża wodna

Następnie przy ulicy Na Wrzosach pochylam głowę przed pomnikiem lotników z Prokocimia walczących podczas II wojny światowej i biegnę dalej w dół na północ.

W hołdzie lotnikom Prokocimia

W hołdzie lotnikom Prokocimia

Przebiegam przez ulicę Snycerską, następnie przez ulicę Bieżanowską i dalej ulicą Morawiańskiego pod mostem kolejowym zbudowanym w 1873 roku i po chwili pod drugim mostem.

Pociągi pod specjalnym nadzorem

Pociągi pod specjalnym nadzorem

Zakręcam w prawo, tak jak prowadzi droga i pod dwoma wiaduktami kolejowymi wybiegam na rozległy obszar kolejowy, na którym obowiązuje zakaz ruchu samochodowego, co jest dobrą informacją dla sportowców ćwiczących tutaj. Droga rozdziela się. W lewo prowadzi na kładkę na torami kolejowymi i dalej nad Zalew Bagry, który jest miejscem wypoczynku okolicznych mieszkańców i siedzibą ośrodka sportów wodnych.

Ja biegnę w prawo na wschód. Asfaltowa droga prowadzi wśród łąk i torów kolejowych. Czasami przez tory trzeba przebiec i choć takich miejsc jest niewiele, to lepiej rozglądać się na lewo i prawo! Po około 3 kilometrach od początku trasy przebiegam obok dwóch dziwnych konstrukcji po lewej stronie drogi.

Dwie Wieże

Dwie Wieże

Pierwsza, ośmiokątna konstrukcja żelbetonowa, to wieża ciśnień pochodząca z czasów II wojny światowej. Obok znajdują się resztki studni z której pompowano wodę na wieżę. Wieża zapewniała stabilne ciśnienie w wodociągu w przypadku nagłego wzrostu zapotrzebowania na wodę i utrzymanie procesów technologicznych. Zbiornik z wodą był umieszczony na szczycie wieży, powyżej odbiorców, ponieważ działał na zasadzie naczyń połączonych. Na stacji kolejowej wieża ciśnień była używana do zasilania parowozów w wodę.

Wieża ciśnień na stacji Kraków Prokocim Towarowy

Wieża ciśnień na stacji Kraków Prokocim Towarowy

Stojąca kilkadziesiąt metrów dalej budowla zasilała natomiast parowozy w węgiel. Ta wieża powstała już po II wojnie światowej w ramach pomocy UNRRA dla Polski. UNRRA – United Nations Relief and Rehabilitation Administration (Administracja Narodów Zjednoczonych do Spraw Pomocy i Odbudowy).

Wieża do nawęglania parowozów

Wieża do nawęglania parowozów

Mając węgiel i wodę, stojąca na stacji lokomotywa z doczepionymi do niej czterdziestoma wagonami mogła wreszcie wyruszyć w drogę:

A skądże to, jakże to, czemu tak gna?
A co to to, co to to, kto to tak pcha?
Że pędzi, że wali, że bucha, buch-buch?
To para gorąca wprawiła to w ruch,
To para, co z kotła rurami do tłoków,
A tłoki kołami ruszają z dwóch boków
I gnają, i pchają, i pociąg się toczy,
Bo para te tłoki wciąż tłoczy i tłoczy.
/Julian Tuwim, Lokomotywa/

Toczę się dalej i wbiegam na kładkę nad torami kolejowymi i kierując się w prawo przebiegam nad stacją Kraków Bieżanów Osobowy. Po drugiej stronie kładki znajduje się zabytkowy budynek stacji kolejowej na historycznej trasie przez Karpaty, który jest w stanie totalnego rozkładu.

Stacja Kraków Bieżanów

Stacja Kraków Bieżanów

Skręcam w lewo, w ulicę Stacyjną i dobiegam do dużego skrzyżowania przy którym stoi pomnik Pod Orłem. Pomnik ten został ufundowany przez byłych legionistów i mieszkańców Bieżanowa ku czci żołnierzy poległych w latach 1914-1920. Po II wojny światowej pojawiły się na nim nazwiska osób pomordowanych przez hitlerowców w latach 1939-1945. Pod pomnikiem ustawiona jest mała macewa z Gwiazdą Dawida poświęcona Żydom pomordowanym w latach 1942-1945.

Pomnik "Pod orłem" w Bieżanowie

Pomnik “Pod orłem” w Bieżanowie

Przebiegam przez skrzyżowanie i ulicą Księdza Jerzego Popiełuszki wspinam się aż do Kościoła Narodzenia Najświętszej Marii Panny w Bieżanowie. Za kościołem dalej w górę i na szczycie w prawo w ulicę Ferdynanda Weigla. Za fabryką drożdży w prawo w ulicę… Drożdżową. Następnie zaraz w lewo w ulicę Bogucicką i po 350 metrach w prawo w ulicę Leona Ślusarczyka. Po 600 metrach dobiegam do torów kolejowych i skręcam w lewo w ulicę Fryderyka Zolla, z której po 350 metrów skręcam w prawo w ulicę Stanisława Pronia. Wspinam się w górę, a gdy kończy się droga, kontynuuję przez łąki i pola na szczyt wzgórza, które wznosi się 265 metrów nad poziomem morza.

Pomnik na Wzgórzu Kaim

Pomnik na Wzgórzu Kaim

Na wzgórzu stoi pomnik upamiętniający odparcie podczas I wojny światowej, przez armię austro-węgierską, ofensywy wojsk rosyjskich, chcących zdobyć Kraków. Odsłonięto go w pierwszą rocznicę wydarzeń – 6 grudnia 1915. Ma formę obelisku, na którego wschodniej ścianie znajduje się królewska korona węgierska w wieńcu laurowym, na ścianie południowej herb Habsburgów, a pod nim tablica z napisem po niemiecku:

HIER WURDEN AM 6 DEZEMBER 1914 DIE SOLDATEN DER RUSS ARMEE ENDGÜLTIG ZURÜCK GESCHOSSEN

HIER WURDEN AM 6 DEZEMBER 1914 DIE SOLDATEN DER RUSS ARMEE ENDGÜLTIG ZURÜCK GESCHOSSEN

Na ścianie zachodniej znajduje się austriacka korona cesarska w wieńcu laurowym, a na ścianie północnej tablica z napisem w języku polskim:

TU ODPARTO DNIA 6 GRUDNIA 1914 NAJDALEJ NAPRZÓD ODDZIAŁY ROSYJSKIEJ ARMII

TU ODPARTO DNIA 6 GRUDNIA 1914 NAJDALEJ NAPRZÓD ODDZIAŁY ROSYJSKIEJ ARMII

Po czterech latach od daty widniejącej na pomniku, zostały odparte z ziem polskich armie wszystkich trzech zaborców, Rosji, Austrii i Niemiec. 11 listopada 1918 roku Polska odzyskała niepodległość po 123 latach niewoli. Niestety tylko na 20 wspaniałych lat…

Lata dwudzieste, lata trzydzieste
Wrócą piosenką, sukni szelestem
Błękitnym cieniem nad talią kart
I śmiechem który kwitował żart
Lata dwudzieste, lata trzydzieste,
Kiedyś dla wzruszeń będą pretekstem
Zapachem dawno już zwiędłych bzów
Poezją skrytą wśród zwykłych słów
Gdy na to się spojrzy z perspektywy
Którą dać może, może tylko czas
Ten nasz kawałek życia był własny, był prawdziwy
Dlatego będą pamiętać nas…
/Lata dwudzieste, lata trzydzieste, Ludmiła Warzecha/

Już w 1939 roku Rzeczpospolita została znów zaatakowana przez faszystowskie Niemcy i komunistyczny Związek Radziecki i zdradzona przez sojuszników Francję i Anglię. Po 6 latach wojny i milionach ofiar, Polska znalazła się teoretycznie w gronie zwycięzców. W praktyce jednak, poprzez kolejną zdradę Wielkiej Brytanii i Stanów Zjednoczonych, zostaliśmy sprzedani Związkowi Sowieckiemu i następne 50 lat spędziliśmy po złej stronie Żelaznej Kurtyny.

Brednia kwitnie i głupstwo,
chamstwo, draństwo, oszustwo,
w tym królestwie talonów
but określa świadomość.
Rdzą zwątpienia przeżarte
głowy niegdyś otwarte.
Przegryzione sumienia,
przepełnione więzienia.
Nalać jeszcze jednego?
Ależ, panie kolego,
niepotrzebne mecyje -
i tak zaraz wypiję!
Potopimy nasze wierne serca w wódzie,
zanim wreszcie nagła krew zaleje nas:
pokolenie utraconych złudzeń,
generacja zmarnowanych szans.
/Jan Pietrzak, Generacja/

Wygląda na to, że historia zaczyna się powtarzać:

  • Referendum w sprawie przyłączenia Krymu do Rosji z poparciem mieszkańców na poziomie 95,5%. A jak to było w 1938 z Austrią? Anschluss, czyli wcielenie Austrii do III Rzeszy także było „przypieczętowane” w referendum w którym 99% Austriaków „z radością” oddało się w ramiona Hitlera.
  • Zagarnięcie czechosłowackich Sudetów przez nazistowskie Niemcy było podyktowany „troską” o ludność niemiecką zamieszkałą na tych terenach. Nie przypomina to przypadkiem „troski” o ludność rosyjską na Krymie?
  • Sudety były ważne także z ekonomicznego punktu widzenia, tak jak Donbas, którego zagarnięcie będzie prawdopodobnie następnym krokiem Putina.

A co potem? Rosja już wyraża kolejną „troskę” o rosyjskojęzyczną mniejszość w Estonii. Ten kraj jest członkiem NATO, ale nic to, towarzysz Putin nie zwraca uwagi na takie drobiazgi. Po Ukrainie i Estonii przyjdzie kolej na Litwę, Łotwę i… Polskę.

Dla triumfu zła potrzeba tylko, żeby dobrzy ludzie nic nie robili.
/Edmund Burke/

Nowy porządek świata /foto: www.economist.com/

Nowy porządek świata /foto: www.economist.com/

A bezsilna Unia Europejska będzie się tylko przyglądać i straszyć sankcjami, nie rozumiejąc, że powtarza błąd Francji i Wielkiej Brytanii z września 1939 roku. Wystarczyło pomóc samotnie walczącej Polsce i uniknąć w rok później parady Wermachtu na Polach Elizejskich.

Wiosna ach to ty

Wiosna ach to ty

Zapisałem się na bieg Lausanne 20km, który odbędzie się 26 kwietna 2014.

W czasie tego biegu, oprócz wspomnianych 20 km, trzeba pokonać również dużą różnicę wysokości, więc przygotowania muszą uwzględnić bieganie pod górę i z góry. Większość ludzi trenuje na płaskim terenie, ponieważ tak jest łatwiej, a sumienie jest spokojne, że noworoczne przyrzeczenia są dotrzymane. I dobrze, lepiej ćwiczyć trochę niż wcale. Ma to jednak swoje konsekwencje, gdy startuje się w zawodach i wtedy nawet niewielki podbieg na trasie może spowodować duży kłopot. Odczułem to na własnej skórze w trakcie maratonu z Nicei do Cannes. Na tej wyjątkowo płaskiej trasie nad brzegiem Morza Śródziemnego, jest jeden podbieg w okolicach miejscowości Antibes, który ma „aż” 34 metry, a który zmusił mnie do chwilowego przejścia do marszu.

Przebiegnięcie tego maratonu było dla mnie wielkim powodem do dumy. Mój pierwszy bieg maratoński chciałem po prostu… ukończyć. Myślałem o czasie powyżej 5 godzin, a udało się w 4 godziny i 27 minut. Nie miałem wtedy żadnego planu treningowego, po prostu co jakiś czas zwiększałem dystans moich treningów. Na pewno wielką pomocą było bieganie z kimś. Pojawił się element rywalizacji i udowadniania sobie nawzajem, że jeszcze można biec, chociaż nogi bolą potwornie, a płucom brakuje powietrza, ale nie można tego pokazać temu drugiemu – „co, ja nie dam rady!?”. Najbardziej jednak wspólne bieganie pozwala obronić się przed nudą. Można oczywiście słuchać muzyki, czy książki przez słuchawki, ale przy długich treningach nie jest to komfortowe i uszy trochę bolą. Poza tym trzeba reagować na dźwięki otoczenia, czy jakiś szalony rowerzysta nie wypadnie na nas zza zakrętu. Dlatego wielkie podziękowania dla Andrzeja K., z którym przygotowywałem się i ukończyłem Marathon des Alpes-Maritimes. Jestem pewien, że nasze dyskusje „polityczno – religijno – filmowo – książkowo – sportowe” przyczyniły się do zwycięskiego przebiegnięcia dystansu 42,195 km.

Błogosławiony, kto w chwili zwątpienia
Duchem nie spada, ale się przemienia
W onego orła, co pioruny dzierży,
Pewny zwycięstwa, gdziekolwiek uderzy.
/Kornel Ujejski, Maraton/

Obecnie przebiegnięcie nawet długiego dystansu nie jest dla mnie problemem. To, co w tej chwili muszę zdecydowanie poprawić to szybkość. Żeby przejść na wyższy poziom biegowy i zacząć uzyskiwać lepsze wyniki trzeba zastosować plan treningowy, w którym wśród rozmaitych ćwiczeń, zawsze występuje bieganie pod górę, które buduje siłę i wytrzymałość.

W Lozannie nie ma problemu z bieganiem w górę (i w dół oczywiście), ale ja preferuję przemieszczać się poza głównymi ulicami, gdzie jest więcej zieleni, więcej czystego powietrza, a mniej samochodów.

W samym centrum Lozanny polecam Park Milan i wzgórze Montriond wraz z ogrodem botanicznym, gdzie wąskie, poplątane ścieżki dają sporą ilość kombinacji trasy. Przy okazji można poznać ciekawe gatunki roślin chronionych, leczniczych i tropikalnych, a na szczycie wykonać ćwiczenia rozciągające z widokiem na Alpy.

Ogród botaniczny

Ogród botaniczny

Wzgórze Montriond

Wzgórze Montriond

Do odwiedzenia Parku Milan zachęcam wszystkich, nie tylko biegających. Wiele radości będą miały dzieci grając w piłkę, bawiąc się na placu zabaw lub wspinając się po drabinie do drewnianego domku. W upalne dni duża fontanna ochłodzi nieco rozgrzane powietrze. Park Milan jest końcowym etapem corocznego pochodu młodszych klas szkół podstawowych (Cortège de la fête du Bois), które maszerują tu z Montbenon lub Place de la Riponne przez cała Lozannę. Każda klasa przebrana jest w strój własnej produkcji, nad którym pracowała od dłuższego czasu. Marsz kończy się wielką zabawą w wesołym miasteczku przygotowanym na tę okazję właśnie w Parku Milan.

Fête du Bois

Fête du Bois

W samym ogrodzie botanicznym można też zaglądnąć do szklarni z kaktusami lub roślinami mięsożernymi albo po prostu pospacerować po alejkach, a czasami przysiąść na ławeczce i podziwiać piękno otaczającej nas roślinności.

Linum viscosum

Linum viscosum

Ogród zajmuje obszar 1,7 hektara i jest domem dla około 4000 gatunków roślin. Wstęp do ogrodu jest wolny, codziennie od 1 marca do 31 października. Zaraz po wiosennym rozruchu ekspozycja nie jest jeszcze w pełni dostępna. Nie wszystkie rośliny są zaprezentowane, a większość jeszcze nie kwitnie, ale trzeba być czujnym, ponieważ w każdej chwili przyroda może eksplodować wszystkimi kolorami tęczy:

Dzisiaj rano niespodzianie zapukała do mych drzwi
Wcześniej niż oczekiwałem przyszły te cieplejsze dni
Zdjąłem z niej zmoknięte palto, posadziłem vis a vis
Zapachniało, zajaśniało wiosna, ach to ty

Wiosna, wiosna, wiosna, ach to ty
Wiosna, wiosna
Wiosna ach to ty
/Marek Grechuta, Wiosna – ach to ty/

Drugim miejscem idealnym do biegania w górę i w dół jest Vallée de la Jeunessese w pobliżu wyjazdu z Lozanny na autostradę. Są tam trzy główne alejki prowadzące od ronda Maladiere w górę parku plus wiele poprzecznych ścieżek. Tak jak i w poprzednim miejscu jest gdzie pobiegać, a ćwiczy się pomiędzy przepięknymi klombami kwiatów wśród których królują róże (inna nazwa tego terenu to „rozarium”). Miejsce jest idealne także na spokojne spacery i wypady z dziećmi. Jest tu kilka placów zabaw z karuzelami, huśtawkami i zjeżdżalniami; niektóre prowadzą tunelami we wnętrzu wzgórza.

Gorąco polecam L’Espace des inventions czyli miejsce, w którym dzieci same lub z rodzicami mogą poznawać tajniki nauki i techniki, dzięki zabawie i interaktywnym eksponatom. W programie są też warsztaty dla dzieci i dorosłych, jak również możliwość zorganizowania imprez okolicznościowych, np. urodzin. Papcio Chmiel, ojciec Tytusa, zawsze powtarzał, że należy „bawiąc – uczyć”.

H. J. Chmielewski, Tytus, Romek i A'Tomek, Księga V, Młodzieżowa Agencja Wydawnicza, 1978

H. J. Chmielewski, Tytus, Romek i A’Tomek, Księga V, Młodzieżowa Agencja Wydawnicza, 1978

Tuż obok znajduje się cmentarz Bois de Vaud, którego ciche i puste alejki są idealnym łącznikiem z terenami sportowymi w pobliżu Komitetu Olimpijskiego. Nasuwa się jednak pytanie, czy wolno biegać po cmentarzu. Ta sama wątpliwość nurtowała chyba twórców serialu ”House of Cards”. W jednym z odcinków żona głównego bohatera, amatorka biegania, wybrała cmentarne dróżki na swoją trasę. Starsza kobieta, którą biegaczka spotkała pomiędzy grobami zdecydowanie ją skrytykowała. Trochę zawstydzona i pełna wątpliwości zauważyła po chwili obściskującą się parę, leżacą na trawie pomiędzy grobami. Pytanie, czy można biegać (lub całować się) na cmentarzu pozostało bez odpowiedzi. Z mojej strony – ja Wam radzę, jak uważacie!

Dodam tylko, że na cmentarzu Bois de Vaud można pomodlić się między innymi za dusze:

  • Barona Pierre’a de Coubertin – twórcy nowożytnych igrzysk olimpijskich;
Grób Barona Pierre’a de Coubertin

Grób Barona Pierre’a de Coubertin

  • Coco Chanel – francuskiej projektantki mody i prawdopodobnie agentki Abwehry (według dziennikarza Hala Vaughana, autora biografii “Sypiając z wrogiem, tajna wojna Coco Chanel”). Grobu pilnuje pięć kamiennych lwów; Lew był jej znakiem Zodiaku, a 5 jej szczęśliwą liczbą;
Pięć lwów pilnuje mogiły Gabrielle Bonheur Chanel, agentki F-7124

Pięć lwów pilnuje mogiły Gabrielle Bonheur Chanel, agentki F-7124

  • Paula Roberta – francuskiego autora słowników i wydawcy, znanego szczególnie dzięki Dictionnaire alphabétique et analogique de la langue française, często nazywanego po prostu Le Robert i jego wersji skróconej Petit Robert;
Le Robert

Le Robert

  • Zygmunta Miłkowskiego (pseudonim Teodor Tomasz Jeż) – polskiego pisarza i polityka niepodległościowego, autora kilkudziesięciu powieści, w tym wielu historycznych. Podczas pogrzebu w 1915 roku, Henryk Sienkiewicz nad jego grobem powiedział: 

Brak mi dat, żałobni słuchacze, bym mógł wam skreślić dokładnie jego życie, jego walki, czyny i zasługi. Ale nie brak mi woli do wypowiedzenia kilku słów nad trumną tego patrioty-bojownika. Kilku słów, mówię, albowiem przędziwo jego żywota w dwóch niemal całe zamknąć można: żołnierz i pisarz!
Lecz w tej podwójnej służbie, jeżeli człowiek włożył w nią wszystkie siły ciała i duszy, jakiż ogrom zasługi! Jak zaś ją spełniał T. T. Jeż, wiecie najlepiej, żałobni słuchacze! Ilekroć zawrzała walka za ojczyznę, niósł jej w ofierze życie; gdy walka gasła, chwytał za pióro i tworzył dzieła znakomite, których sława przekraczała często granice Polski. Nigdy nie tracił wiary w przyszłość narodu, nigdy nie przestał miłować ziemi i ludu. I tak, w ogniu, w pracy, w ubóstwie i na tułactwie przeżywszy całe prawie stulecie, mógł mówić i zapewne mówił często Bogu i ojczyźnie: “Puśćcie waszego sługę w pokoju, bo oto utrudzon jest bardzo i spoczynek mu się należy.”
Po wrzawie i grzmotach bitew – cisza; po pracy nad siły – wieczysty spokój; po tułaczce – mogiła, na którą padnie promień sławy i którą otoczą bluszcze i pamięć ludzka.

Żołnierz i pisarz!

Żołnierz i pisarz!

A cisza i spokój panujące na cmentarzu dają możliwość spotkania z różnymi stworzeniami bożymi…

Dusza nasza jak ptak się wyrwała z sidła ptaszników, sidło się porwało, a my jesteśmy wolni, Ps 124, 7

Dusza nasza jak ptak się wyrwała z sidła ptaszników, sidło się porwało, a my jesteśmy wolni, Ps 124, 7

Z Matterhornem w tle

Z dołu do góry, z góry na dół…

W roku 2013 po raz pierwszy założyłem na nogi narty do turystyki narciarskiej. Kolejna aktywność, którą tak jak i bieganie rozpocząłem w Szwajcarii. Coś jest w tym państwie, że człowiekowi chce się ruszać! Szkoda, że tak późno przyjechałem do „kraju wina i syrów” i tak późno podjąłem te wszystkie sportowe wyzwania, ale:

Yes, there are two paths you can go by, but in the long run
There’s still time to change the road you’re on
/Led Zeppelin, Stairway to Heaven/

Którędy...?

Którędy…?

Tak jak już wcześniej pisałem – najważniejsze to zacząć. Wypożyczyłem buty, narty i skórę foki (oczywiście sztuczną, gdyż te miłe zwierzęta są pod ochroną) podczas ferii zimowych w Grimentz w 2013. Skórę dokleiłem do spodów nart i ruszyłem pod górę.

Hotel Weisshorn po drugiej stronie Val d'Anniviers (przebiegałem tamtędy w trakcie biegu Sierre - Zinal)

Hotel Weisshorn po drugiej stronie Val d’Anniviers (przebiegałem tamtędy w trakcie biegu Sierre – Zinal)

Nie minęło dużo czasu i zrozumiałem, że trzeba przesuwać narty ślizgając się w przód, a nie podnosić nogi jak przy normalnym chodzeniu. Niesamowite wrażenie, kiedy podchodząc pod górę narty nie zsuwają się do tyłu, tylko blokują dzięki skórze foki (oczywiście sztucznej, gdyż te miłe zwierzęta są pod ochroną). Dodatkowo, przy bardzo stromych podejściach można podeprzeć piętę używając podstawki w wiązaniu i wtedy stopa ustawiona jest na płasko, a nie po skosie, tak jak narta na stoku.

Był to mój pierwszy raz, więc potykałem się i wywracałem, ale narty i wiązania działały bez zarzutu. Przez te kilka dni wstawałem wcześnie rano, jeszcze po ciemku i wspinałem się na górę, żeby zjechać w ciszy i spokoju w dół, kiedy wyciągi jeszcze nie ruszyły. Raz udało mi się zapisać na wycieczkę z klubem narciarskim, która zaczęła się o 6 rano, a zakończyła smacznym śniadaniem w restauracji na szczycie, w której dopiero po kilku godzinach pojawili się „normalni” narciarze.

Nikogo przy górnej stacji

Nikogo przy górnej stacji

Upojony pięknem tego sportu kupiłem komplet ski-tourowy, żeby wspinać się już na własnym sprzęcie w czasie następnej zimy. Kupiłem go w Polsce, w sklepie sportowym „BACKFLIP snowboards”. Sklep znajduje się z dala od centrum Krakowa, ale ma najnowsze i markowe produkty w ogromnym wyborze. Obsługa jest miła i profesjonalna. Zanim wybrałem narty i buty dla siebie wysłuchałem półgodzinnego wykładu, co jest istotne przy wyborze sprzętu do ski-touringu.

W końcu zdecydowałem się na narty i foki K2 (oczywiście sztuczne, gdyż te miłe zwierzęta są pod ochroną), wiązania Marker i buty Black Diamond.

W tym roku wyruszyłem z Grächen około 6 rano. Narty miałem przypięte do zimowego plecaka Mammut Nirvana Pro 35, na nogach miałem buty do ski-touringu, a na głowie lampkę do oświetlania nocnych jeszcze ciemności. Około 30 minut szedłem po asfalcie w górę drogi, aż doszedłem do miejscowości Gasenried.

Wtedy wkroczyłem do zaśnieżonego lasu i mogłem założyć moje nowe nartki ze skórą foki (oczywiście sztuczną, gdyż te miłe zwierzęta są pod ochroną).

Początek trasy

Początek trasy

Było fantastycznie. Cisza, świeży śnieg, księżyc w rogaliku nad górami.

Księżyc nad Grächen

Księżyc nad Grächen

Zbliżał się świt…

Świt

Świt

Nie uszedłem niestety daleko. Jak to zwykle bywa z początkującym turystą, po prostu potknąłem się i zsunąłem nieco ze stoku. Kiedy wstałem, wiązanie nie trzymało się już narty, tylko luźno dyndało obok. Założyłem więc narty znów na plecak i ruszyłem w dół per pedes, co nie było łatwe w tym świeżym, miękkim i głębokim śniegu w butach narciarskich.

Z dołu do góry, z góry na dół
Z ciemności w słońce, z ciszy w krzyk
/Maanam, Raz-dwa, raz-dwa/

Mogę zaliczyć to wydarzenie jako męczącą, ale ciekawą przygodę. To co mnie teraz interesuje, to kwestia reklamacji pękniętego wiązania.Skontaktowałem się mailowo z panem Konradem Pajką, właścicielem sklepu „BACKFLIP snowboards”, opisując sytuację i załączając zdjęcia pękniętego wiązania.

Pęknięte wiązanie Marker

Pęknięte wiązanie Marker

Zgodził się ze mną, że takie pęknięcie nie powinno nastąpić w sprzęcie tej klasy, ale decyzja co do ewentualnej naprawy/wymiany nie zależy od niego tylko od eksperta do spraw jakości firmy Marker. Przesłał więc mojego maila wraz ze zdjęciami do dystrybutora Markera na rynku polskim.

Pęknięte wiązanie Marker (widok od dołu)

Pęknięte wiązanie Marker (widok od dołu)

Teraz trzeba czekać. Dam Wam znać jak sprawa się zakończy…