Nic to!

Na stronach mojego bloga wspominam często film Stanisława Barei „Miś”, ponieważ zawiera on wiele głębokich przemyśleń dotyczących świata, życia, relacji międzyludzkich i… umiłowania okrągłych rocznic:

Grubas z sali: Brygada młodzieżowa zobowiązuje się zaciągnąć wartę młodzieżową przy nowo zakupionych parówkach, dla uczczenia rocznicy powstania naszego przedsiębiorstwa.
Głos z tłumu: Trzydziestej pierwszej rocznicy!
Grubas z sali: Tak jest! Trzydziestej pierwszej, okrągłej rocznicy!

W listopadzie 2016 roku przypada naprawdę okrągła, bo 100 rocznica śmierci Henryka Sienkiewicza, który wielkim pisarzem był, a ostatnie lata swojego życia spędził w Szwajcarii. W grudniu 2015 roku Senat Rzeczpospolitej Polskiej przyjął uchwałę ustanawiającą rok 2016 Rokiem Henryka Sienkiewicza. „Poprzez swoją twórczość, publicystykę i działalność społeczną budził świadomość narodową, uczył dumy z polskości, umiłowania ojczyzny i zdolności do poświęceń” – podkreślili senatorowie.

Henryk Sienkiewicz nie wybrał Szwajcarii na miejsce swojego „pięknego więzienia” ze względu na walory turystyczno-zdrowotne, ale zmusił go do tego wybuch wojny światowej w 1914 roku. Sienkiewicz przebywał wtedy z rodziną w Oblęgorku, dworku sprezentowanym przez naród polski z wdzięczności za jego pracę i gorący patriotyzm. Wieś znalazła się w zasięgu działań wojennych i pisarz zdecydował się na natychmiastowy wyjazd do Krakowa, gdzie przebywał przez kilka tygodni. W związku ze zbliżaniem się frontu wschodniego, ludność miasta przygotowywała się do ewakuacji. Także Sienkiewicz opuścił Kraków i udał się do Wiednia. Dla przypomnienia dodam, że panika była przedwczesna i ofensywa wojsk rosyjskich została zatrzymana, a rozstrzygająca bitwa odbyła się w okolicach Bieżanowa, o czym przypomina obelisk na Górze Kaim. Przeczytacie o tym w artykule Historia kołem się toczy.

Sienkiewiczowi nie dane było pozostać długo w CK stolicy. Sławne nazwisko pisarza zostało użyte bez jego wiedzy i zgody w deklaracji politycznej przeciw państwom centralnym, czyli między innymi przeciwko Monarchii Austro-Węgierskiej. Autor „Quo vadis” znów musiał salwować się ucieczką. Tym razem wybór padł na neutralną Szwajcarię, która od dawna bywała schronieniem i miejscem pracy dla wielu wybitnych Polaków, szczególnie po klęskach powstań narodowych z lat 1830 i 1863.

***

Ostatnie lata życia spędził w Solurze Tadeusz Kościuszko, Adam Mickiewicz był profesorem na uniwersytecie w Lozannie, a natchnienia w szwajcarskich Alpach szukali Juliusz Słowacki i Zygmunt Krasiński.

Tablica upamiętniająca Adama Mickiewicza jako profesora Akademii Lozańskiej (obecnie budynek Gimnazjum Kantonalnego, I piętro)

Tablica upamiętniająca Adama Mickiewicza jako profesora Akademii Lozańskiej (obecnie budynek Gimnazjum Kantonalnego, I piętro)

W roku 1870 z inicjatywy polskiego emigranta Władysława hr. Broël-Platera założono Muzeum Polskie na zamku w Raperswilu, które w czasach zaborów wzrosło do rangi Polskiego Muzeum Narodowego. Kolekcja powstająca dzięki darom  Polonii z   całego  świata,  powiększała  się   znacznie i Rapperswil stał się centrum, skupiającym świadectwa polskiej kultury i wspomagającym działania polityczne zmierzające do odzyskania niepodległości Polski. Ze Szwajcarią związani byli także przyszli prezydenci II Rzeczpospolitej. Ignacy Mościcki był asystentem na uniwersytecie we Fryburgu, w oparciu o wynalezioną przez niego technologię zaczęto produkować syntetyczny kwas azotowy na skalę przemysłową. Opracował także technologię do masowej produkcji kondensatorów i bezpieczników. Gabriel Narutowicz zaprojektował wiele do dziś działających szwajcarskich hydroelektrowni, był też profesorem słynnej Politechnice Federalnej w Zurychu, uważanej do dziś za jedną z najlepszych szkół technicznych na świecie.

***

Zatem w październiku 1914 roku państwo Sienkiewiczowie z dziećmi przyjechali do Lozanny, w której mieszkali przez kilka tygodni. Pod koniec roku 1914 Sienkiewicz wraz z żoną przeprowadzili się do Grand Hotelu w Vevey, syn pozostał w Lozannie, a córka wróciła do babci do Krakowa. Po raz ostatni laureat nagrody Nobla przeprowadził się w listopadzie 1915 roku, do pobliskiego Hotel du Lac. Mieszkał tam aż do śmierci…

Hotel du Lac od strony jeziora

Hotel du Lac od strony jeziora

Również w Szwajcarii, po zachodniej stronie Lozanny, w miejscowości Morges mieszkał od 1897 roku słynny wirtuoz fortepianu Ignacy Paderewski. Osiągnąwszy światowy sukces postanowił wykorzystać swój ogromny majątek i sławę, by wpływać na bieg historii i łagodzić cierpienia rodaków.

Dwaj wielcy Polacy spotkawszy się na ziemi szwajcarskiej, postanowili połączyć swe siły dla dobra ojczyzny i w styczniu 1915 roku wraz z Antonim Osuchowskim i Erazmem Piltzem założyli w Vevey Komitet Generalny Pomocy Ofiarom Wojny w Polsce, który zajął się zbiórką pieniędzy, żywności i innych darów wśród ludzi na całym świecie. Pomoc ta była koniecznie potrzebna…

Granice trzech walczących mocarstw przebiegały przez ziemie polskie i dlatego w czasie działań wojennych w latach 1914-1918 front przemieszczał się tamtędy kilkakrotnie. Oprócz zniszczeń wynikających z samych walk frontowych, sytuację mieszkańców pogarszała celowa polityka niszczenia przez wycofujące się armie wszystkiego, co mogło by się przydać drugiej stronie. Zniszczenia pól, łąk i pastwisk spowodowały obniżenie produkcji rolnej i gwałtowny wzrost cen. Dodatkowo wojska zaborców przeprowadzały rekwizycje i zabierały chłopom resztki zapasów. Sytuacja ludności cywilnej pogarszała się z dnia na dzień. Głód i brak odzieży powodowały wysoką śmiertelność, szerzyły się epidemie. Ta dramatyczna sytuacja wymagała skoordynowanych i systematycznych działań pomocowych.

Komitet Generalny Pomocy Ofiarom Wojny w Polsce, nazywany też Komitetem Veveyskim współpracował z lokalnymi komitetami utworzonymi na terenach zaborów i na całym świecie, między innymi z Książęco-Biskupim Komitetem w Krakowie pod przewodnictwem biskupa Sapiechy, czy Komitetem Pro Polonia w Paryżu, w którym działała Maria Skłodowska-Curie.

W ciągu czterech lat działalności Komitetu Veveyskiego uzbierano i przekazano do Polski około 19 milionów franków szwajcarskich. Ta zawrotna suma mogła być zebrana między innymi dzięki ogromnemu zaangażowaniu Sienkiewicza i Paderewskiego. Napisana przez polskiego noblistę „Odezwa do narodów cywilizowanych” (Appel aux peuples civilisés) wywołała dużą, pozytywną reakcję na całym świecie i przyniosła wymierne rezultaty w postaci pierwszych zbiórek pieniędzy i tworzenia filii Komitetu. Działalność Komitetu wspomógł finansowo i moralnie także papież Benedykt XV. Z jego inicjatywy biskupi polscy zwrócili się z odezwą do katolików na całym świecie o pomoc dla Polski. Kolekta przyniosła nadspodziewane rezultaty, pieniądze napływały z całego świata i były przekazywane na konto Komitetu Veveyskiego.

Sienkiewicz był zaangażowany w prace Komitetu aż do samej śmierci 15 listopada 1916 roku. Pochowano go w pobliskim katolickim kościółku Notre-Dame. Wydarzenie to upamiętnia wmurowana tablica z medalionem Sienkiewicza, godłem polskim oraz herbami większych polskich miast. Na tablicy po francusku wyryty jest fragment tekstu Sienkiewicza: „ażeby dzieła ludzkie stworzone poprzez wieki nie zagubiły się w nocy zapomnienia, słusznym i sprawiedliwym jest ocalić ich pamięć i przekazać je potomności”. W roku 1924 prochy Sienkiewicza wróciły do wolnego już kraju.

Tablica pamiątkowa w kościele Notre-Dame w Vevey

Tablica pamiątkowa w kościele Notre-Dame w Vevey

Henryk Sienkiewicz doczekał się w Vevey pomnika, dłuta profesora Gustawa Zemły, który odsłoniła jego wnuczka Maria Sienkiewicz w ogrodzie Hotel du Lac w 90-tą rocznicę śmierci pisarza.

Pomnik Henryka Sienkiewicza w ogrodzie Hotel du Lac

Pomnik Henryka Sienkiewicza w ogrodzie Hotel du Lac

O jego pobycie w tym hotelu przypomina też tablica wmurowana we wschodnią ścianę budynku.

 

Tablica pamiątkowa we wschodniej ścianie Hotel du Lac

Tablica pamiątkowa we wschodniej ścianie Hotel du Lac

Na koniec spytam, czy wiecie z jakiej powieści Sienkiewicza zaczerpnąłem tytuł niniejszego artykułu…?

 

Opactwo Benedyktynów

Na prawym brzegu Wisły… (Pasterka u Benedyktynów)

Minął już ponad rok od wydarzenia, które zmieniło losy Wszechświata i wpłynęło na życie wielu jego mieszkańców. Nawet Kroniki marsjańskie wspominały o tym istotnym wydarzeniu. Jak już doskonale wiecie (powtarzam to przecież przy każdej okazji), po rozstaniu z moją „prawdziwą rodziną” zacząłem pisać bloga.

***

Jednym z pierwszych wpisów była Pasterka na Srebrnej Górze z 24 grudnia 2013.

Historia kołem się toczy, więc w rok później, po wieczerzy wigilijnej, zgodnie z tradycją wyruszyłem poszukać Słowa, które stało się ciałem…

– Ona nie może się tak nazywać: Tradycja!
– Dlaczego niby?
– Pytasz, dlaczego? No bo tradycją nazwać niczego nie możesz. I nie możesz uchwałą specjalną zarządzić ani jej ustanowić. Kto inaczej sądzi, świeci jak zgasła świeczka na słonecznym dworze. Tradycja to dąb, który tysiąc lat rósł w górę. Niech nikt kiełka małego z dębem nie przymierza. Tradycja naszych dziejów jest warownym murem, to jest właśnie kolęda, świąteczna wieczerza… To jest ludu śpiewanie, to jest ojców mowa, to jest nasza historia, której się nie zmieni. A to co dookoła powstaje, od nowa, to jest nasza codzienność, w której my żyjemy.
/węglarz Tłoczyński odpowiada ojcu dziewczynki o imieniu Tradycja; „Miś, reż. Stanisław Bareja/

Tym razem zeszłoroczni uczestnicy nie znaleźli w sobie wystarczającej ilości Mocy, więc do klasztoru Benedyktynów w Tyńcu wyruszyłem samotnie.

Widok na Opactwo Benedyktynów  z przeciwnego brzegu Wisły

Widok na Opactwo Benedyktynów z przeciwnego brzegu Wisły

Tyniec leży na zachodnim krańcu Krakowa, nad Wisłą, która w tym miejscu tworzy malowniczy przełom wśród wzgórz zbudowanych z wapienia jurajskiego, nazywany Bramą Tyniecką.

Widok z dziedzińca opactwa w górę biegu Wisły. Po prawej stronie  wapienne skałki w Piekarach

Widok z dziedzińca opactwa w górę biegu Wisły. Po prawej stronie wapienne skałki w Piekarach

Obecnie Tyniec należy administracyjnie do Dębnik, jednej z dzielnic Krakowa. Miejsce to jest tak cenne przyrodniczo i historycznie, że jest częścią Bielańsko-Tynieckiego Parku Krajobrazowego. Obejmuje on fragment doliny Wisły na odcinku Ściejowice – Kraków wraz z trzema ważniejszymi kompleksami leśnymi: Laskiem Wolskim oraz drzewostanami w okolicach Tyńca i Czernichowa.

 

Dolina Wisły w okolicach Tyńca. Za rzeką Las Wolski i Klasztor Kamedułów na Srebrnej Górze

Dolina Wisły w okolicach Tyńca. Za rzeką Las Wolski i Klasztor Kamedułów na Srebrnej Górze na Bielanach

Nazwa parku wywodzi się od dwóch starych klasztorów położonych w jego granicach, na przeciwległych brzegach Wisły: Eremu Ojców Kamedułów na Bielanach (o którym to pisałem rok temu) oraz Opactwa Ojców Benedyktynów w Tyńcu.

Widok na klasztor od strony Piekar

Widok na klasztor od strony Piekar

Etymologia nazwy Tyniec wywodzi się natomiast od staropolskiego słowa „tyn”, które oznacza miejsce warowne. Można zatem wnioskować, że w Tyńcu znajdowały się umocnienia lub obwarowania, co zresztą potwierdzają badania historyczne.

Pierwsze ślady osadnictwa w rejonie Tyńca datowane są na 800-650 lat p.n.e. (V okres epoki brązu), kiedy istniało tu niewielkie grodzisko.

Dużo większe i lepiej zachowane fragmenty osadnictwa prehistorycznego można znaleźć niecały kilometr na południe od opactwa, w obrębie Góry Grodzisko (280 m n.p.m.). Zarośnięte trawą obwałowania mają kilka metrów wysokości, a w niektórych miejscach na zboczu można przy odrobinie dobrej woli rozpoznać pierwotną, kamienną konstrukcję wału. Pod tym kamiennym nasypem archeolodzy odnaleźli resztki drewnianej palisady. Na podstawie badań, oceniono, że grodzisko pochodzi z wczesnej epoki żelaza (ok. 500-400 lat przed naszą erą).

Czasy pomiędzy prehistorią, a historią, płynnie wypełnia legenda o Walgierzu Wdałym i Helgundzie, spisana po łacinie w średniowiecznej Kronice Wielkopolskiej, na przełomie XIII i XIV wieku.

Walgierz Wdały (czyli w języku staropolskim – mocny, rosły, dobrze zbudowany, przystojny), znany ze swej siły i urody właściciel Tyńca, podczas pobytu na francuskim dworze zakochał się w córce króla, pięknej Helgundzie, którą ojciec chciał wydać za królewicza alemańskiego (w innej wersji – wysłać do klasztoru). Chcąc skłonić jej serce ku sobie, przez trzy kolejne noce śpiewał pod jej oknem wzruszające pieśni.

Średniowieczną tradycję śpiewania nocą pod oknem ukochanej wykorzystywano w sztuce wielokrotnie /H.J. Chmielewski, Tytus, Romek i A'Tomek, księga XVI/

Średniowieczną tradycję śpiewania nocą pod oknem ukochanej wykorzystywano w sztuce wielokrotnie /H.J. Chmielewski, Tytus, Romek i A’Tomek, księga XVI/

Ostatecznie Helgunda pokochała Walgierza (chyba miała już dość jego zawodzenia pod oknem) i wraz z wybrankiem serca udała się do zamku w Tyńcu. Po drodze Walgierz musiał pokonać straszliwie obrażonego królewicza niemieckiego, który z zemsty za odrzucenie zalotów przez Helgundę, zastawił pułapkę na zakochanych uciekinierów.

Po powrocie do zamku, poddani Walgierza skarżyli mu się na krzywdy doznane od Wisława Pięknego, pana Wiślicy. Walgierz zaatakował zamek Wisława, pojmał go i wtrącił do lochu. Po jakimś czasie, jak to miał w zwyczaju, wyruszył na kolejną wyprawę awanturniczo-przygodową.

Helgunda, nękana samotnością, wypuściła więźnia z lochu. Urzeczona jego urodą (miał w końcu przydomek Piękny) szybko zapomniała o mężu i zaprosiła Wisława do swojej alkowy. Obawiając się jednak zemsty małżonka, Helgunda z kochankiem uciekła do Wiślicy – bo to zła kobieta była.

Wkrótce potem Walgierz powrócił z wyprawy. Dowiedziawszy się o niewierności żony, zapałał straszliwym gniewem i ruszył na zamek Wisława. Tam jednak został ponownie oszukany przez żonę, która obiecując wydać mu swojego kochanka, wpuściła go do zamku, gdzie w zasadzce czekali już rycerze Wisława. Walgierza zakuto w łańcuchy i uwięziono w klatce, z której co wieczór musiał obserwować miłosne uciechy Helgundy i Wisława. Jedyną osobą, która okazała serce uwięzionemu, była siostra Wisława, która powiedzmy to łagodnie, nie grzeszyła urodą. Uzyskawszy wcześniej od Walgierza obietnicę małżeństwa potwierdzoną przysięgą (brzydka, ale nie głupia), potajemnie dostarczyła mu klucze do kajdan i miecz. Gdy znowu kochankowie cieszyli się sobą, Walgierz zrzucił łańcuchy, wyszedł z klatki i pozbawił oboje życia.

Utwór łączy wątki rycerskiej tradycji zachodnioeuropejskiej z rodzimymi polskimi podaniami. Istniało kilka wersji eposu o Walterze (Walgierzu). Pierwotnie utwór opisywał ucieczkę Waltera i Helgundy z kraju Hunów i walkę o wiezione przez zbiegów skarby króla Attyli. Opowieść zawarta w Kronice Wielkopolskiej z podstawowego tworzywa eposu zachowuje imiona głównych bohaterów i motyw ich ucieczki. Jej kierunek zostaje jednak odwrócony: Walgierz i Helgunda uciekają na wschód, z Paryża do Polski. Z opowieści znikają Hunowie i dwór króla Attyli, pojawiają się natomiast elementy charakterystyczne dla XII i XIII wiecznej poezji dworskiej: walka o miłość i uznanie kobiety, śpiewanie pod oknem ukochanej. Zupełnie nowy jest też motyw wiarołomnej żony.

Legendę o Walgierzu i Helgundzie przytoczył Henryk Sienkiewicz w „Krzyżakach”, a nawiązywał do niej Stefan Żeromski w poemacie prozą, pod tytułem „Powieść o Walgierzu Wdałym”.

Także tyniecka gospoda Pod Lutym Turem znalazła poczesne miejsce w powieści Sienkiewicza, gdyż właśnie tam rozpoczyna się akcja „Krzyżaków”.

W Tyńcu, w gospodzie Pod Lutym Turem”, należącej do opactwa, siedziało kilku ludzi, słuchając opowiadania wojaka bywalca, który z dalekich stron przybywszy, prawił im o przygodach, jakich na wojnie i w czasie podróży doznał.
/Henryk Sienkiewicz, „Krzyżacy, tom I, rozdział I/

Historia tego miejsca ma swój początek dopiero w 1044 roku (taką datę podaje Jan Długosz), kiedy to w Tyńcu osadzeni zostają Ojcowie Benedyktyni. Zakon Świętego Benedykta (łac. Ordo Sancti Benedicti, skrót: OSB) to najstarszy katolicki zakon mniszy na Zachodzie, założony w 529 roku przez św. Benedykta z Nursji.

Do dziś trwają spory wśród historyków, kto dokładnie i kiedy założył tynieckie opactwo. Jedni bronią przekazu Długosza o 1044 roku i jako fundatora wskazują księcia Kazimierza Odnowiciela, inni odnoszą sprowadzenie mnichów do czasów Bolesława Szczodrego i wiążą to wydarzenie z jego koronacją królewską (1075). Bez względu na fundatora warto pamiętać, że Tyniec jest najstarszym klasztorem w Polsce, a mnisi przybyli tutaj ze słynnego opactwa w Cluny we Francji. W 1124 kardynał Idzi z Tuskulum, legat papieski, mnich w Cluny, wystawił najstarszy zachowany dokument Tyńca (oficjalne potwierdzenie prawa do tych terenów) i zapewne to on konsekrował pierwszy kościół klasztorny. Opat klasztoru w Tyńcu nazywany był abbas centrum villarum (od stu wsi posiadanych przez klasztor) i nosił tytuł arcy-opata.

Walory obronne Tyńca były wykorzystywane wielokrotnie na przestrzeni wieków. Klasztor był miejscem walk z Tatarami w XIII w., Czechami w XIV w. i Szwedami w XVII w. W latach 1771-72 Tyniec broniony był przez żołnierzy Konfederacji Barskiej, czyli pierwszego w dziejach Polski powstania narodowego.

Pamiątka pierwszego polskiego powstania narodowego

Pamiątka pierwszego polskiego powstania narodowego

Podczas ostatniej wojny wycofujący się z Krakowa Niemcy bronili się w Tyńcu przed wojskami radzieckimi.

Na podwórzu przed klasztorem wykopana jest studnia sięgająca poziomu Wisły. Według kolejnej tynieckiej legendy, pewien krakowski rzezimieszek został przyłapany na kradzieży. Mieszkańcy miasta gonili go aż do Tyńca, gdzie przekroczył bramę klasztoru i mógł się już czuć bezpiecznie. Klasztor w Średniowieczu był bowiem swojego rodzaju azylem. Przestępca został przygarnięty przez mnichów, wyspowiadany, a jako pokutę miał własnymi rękoma wykopać studnię. Tak też się stało i studnia, choć nie używana, stoi do dzisiaj.

 

Studnia na dziedzińcu

Studnia na dziedzińcu

Kościół dzisiejszy to świątynia barokowa. Wewnątrz uwagę przykuwa ołtarz główny, będący dziełem Franciszka Placidiego z obrazem przedstawiającym świętych Piotra i Pawła. Ołtarz zdobią figury wyobrażające: św. Petronellę (według apokryfów córkę apostoła Piotra), św. Grzegorza Wielkiego, św. Barbarę oraz św. Teklę.

Ambona i ołtarz główny

Ambona i ołtarz główny

W górnej części ołtarza widnieje łaciński napis Isti sunt viri sancti facti amici Dei (Oto są święci, którzy zostali przyjaciółmi Boga).

Przyjaciela Boga

Przyjaciela Boga

Na lewym filarze świątyni znajduje się ambona w kształcie łodzi, to również dzieło Franciszka Placidiego. Tuż przed amboną został umieszczony żłóbek, do którego w uroczystej procesji i ze śpiewem kolędy „Wśród nocnej ciszy” na ustach, braciszkowie złożyli małego Jezusa. To był znak do rozpoczęcia Pasterki.

Mizerna, cicha, stajenka licha...

Mizerna, cicha, stajenka licha…

Mszy Świętej o północy przewodniczył O. Konrad Małys OSB, przeor Opactwa tynieckiego. Homilię wygłosił O. Andrzej Haase OSB, proboszcz tynieckiej parafii.

W jednej z kaplic bocznych (jest ich w kościele sześć) znajduje się ołtarz z obrazem malowanym przez Andrzeja Radwańskiego i przedstawiającym św. Benedykta w otoczeniu trzech alegorii – Wstrzemięźliwości (kobieta z wędzidłem), Miłości Niebieskiej (kobieta ze skrzydłami) oraz Miłości Ziemskiej (kobieta w jasnej sukni).

Św. Benedykt i alegorie

Św. Benedykt i alegorie

Na sklepieniu kaplicy namalowany został św. Benedykt pośród aniołów, świętych oraz króla Kazimierza Odnowiciela. Po lewej stronie anioł trzyma medalik świętego Benedykta, po środku sam św. Benedykt trzyma księgę z fragmentem reguły benedyktyńskiej: We wszystkim więc niech wszyscy idą za Regułą, jak za mistrzynią… Po prawej stronie król trzyma kartę z napisem 100 wsi przeznaczam dla Tyńca - czyli kolejny punkt dla zwolenników teorii Jana Długosza.

Sklepienie kaplicy św. Benedykta

Sklepienie kaplicy św. Benedykta

 

Tyniec, podobnie jak wiele zgromadzeń krakowskich, podkreśla obecność papieża Jana Pawła II. Ojciec Święty odwiedził benedyktynów tynieckich w 2002 roku – informuje o tym tablica wmurowana przy wejściu do klasztoru.

W pierwszą rocznicę wizyty Jana Pawła II w opactwie benedyktynów w Tyńcu, kard. Franciszek Macharski odsłonił pamiątkową tablicę, upamiętniającą tamto spotkanie

W pierwszą rocznicę wizyty Jana Pawła II w opactwie benedyktynów w Tyńcu, kard. Franciszek Macharski odsłonił pamiątkową tablicę, upamiętniającą tamto spotkanie

***

Po mszy wyszedłem z klasztoru na dziedziniec, a następnie przez bramę i wzdłuż murów doszedłem do samochodu. Była druga w nocy, Słońce nadciągało nieubłaganie znad Pacyfiku, nie było sensu kłaść się spać. Postanowiłem pospacerować po okolicy. Wziąłem z samochodu latarkę i łyżkę do opon (tak na wszelki wypadek) i zszedłem w dół, w kierunku Wisły.

Przeprawa promowa przez Wisłę; pojazd na zdjęciu to Syrena 105 (jedyny całkowicie polski samochód)

Przeprawa promowa przez Wisłę; pojazd na zdjęciu to Syrena 105 (jedyny całkowicie polski samochód)

 

Na promie przez Wisłę

Na promie przez Wisłę

Z miejsca gdzie jeszcze za czasów mojego dzieciństwa kursował prom (działał nieprzerwanie od XII wieku do 1989 roku), udałem się w górę rzeki. Najpierw drogą u stóp 30 metrowej wapiennej skały, na której wznosi się opactwo, potem ścieżką poniżej wałów przeciwpowodziowych, a następnie samymi wałami dotarłem do podnóża Góry Grodzisko. Ciemności uniemożliwiały robienie zdjęć, więc w kilka dni później, wróciłem do Tyńca na sesję fotograficzną.

Tymczasem ulicami Walgierza Wdałego, Helgundy i Benedyktyńską dotarłem ponownie pod klasztor. Wsiadłem do samochodu i wróciłem do domu, zastanawiając się po drodze…

A dzisiaj czemu wśród ludzi
tyle łez, jęków, katuszy?
Bo nie ma miejsca dla Ciebie
w niejednej człowieczej duszy!
/„Nie było miejsca dla Ciebie”, polska kolęda, której autorem jest prawdopodobnie ksiądz Mateusz Jeż/

Wiosna ach to ty

Wiosna ach to ty

Zapisałem się na bieg Lausanne 20km, który odbędzie się 26 kwietna 2014.

W czasie tego biegu, oprócz wspomnianych 20 km, trzeba pokonać również dużą różnicę wysokości, więc przygotowania muszą uwzględnić bieganie pod górę i z góry. Większość ludzi trenuje na płaskim terenie, ponieważ tak jest łatwiej, a sumienie jest spokojne, że noworoczne przyrzeczenia są dotrzymane. I dobrze, lepiej ćwiczyć trochę niż wcale. Ma to jednak swoje konsekwencje, gdy startuje się w zawodach i wtedy nawet niewielki podbieg na trasie może spowodować duży kłopot. Odczułem to na własnej skórze w trakcie maratonu z Nicei do Cannes. Na tej wyjątkowo płaskiej trasie nad brzegiem Morza Śródziemnego, jest jeden podbieg w okolicach miejscowości Antibes, który ma „aż” 34 metry, a który zmusił mnie do chwilowego przejścia do marszu.

Przebiegnięcie tego maratonu było dla mnie wielkim powodem do dumy. Mój pierwszy bieg maratoński chciałem po prostu… ukończyć. Myślałem o czasie powyżej 5 godzin, a udało się w 4 godziny i 27 minut. Nie miałem wtedy żadnego planu treningowego, po prostu co jakiś czas zwiększałem dystans moich treningów. Na pewno wielką pomocą było bieganie z kimś. Pojawił się element rywalizacji i udowadniania sobie nawzajem, że jeszcze można biec, chociaż nogi bolą potwornie, a płucom brakuje powietrza, ale nie można tego pokazać temu drugiemu – „co, ja nie dam rady!?”. Najbardziej jednak wspólne bieganie pozwala obronić się przed nudą. Można oczywiście słuchać muzyki, czy książki przez słuchawki, ale przy długich treningach nie jest to komfortowe i uszy trochę bolą. Poza tym trzeba reagować na dźwięki otoczenia, czy jakiś szalony rowerzysta nie wypadnie na nas zza zakrętu. Dlatego wielkie podziękowania dla Andrzeja K., z którym przygotowywałem się i ukończyłem Marathon des Alpes-Maritimes. Jestem pewien, że nasze dyskusje „polityczno – religijno – filmowo – książkowo – sportowe” przyczyniły się do zwycięskiego przebiegnięcia dystansu 42,195 km.

Błogosławiony, kto w chwili zwątpienia
Duchem nie spada, ale się przemienia
W onego orła, co pioruny dzierży,
Pewny zwycięstwa, gdziekolwiek uderzy.
/Kornel Ujejski, Maraton/

Obecnie przebiegnięcie nawet długiego dystansu nie jest dla mnie problemem. To, co w tej chwili muszę zdecydowanie poprawić to szybkość. Żeby przejść na wyższy poziom biegowy i zacząć uzyskiwać lepsze wyniki trzeba zastosować plan treningowy, w którym wśród rozmaitych ćwiczeń, zawsze występuje bieganie pod górę, które buduje siłę i wytrzymałość.

W Lozannie nie ma problemu z bieganiem w górę (i w dół oczywiście), ale ja preferuję przemieszczać się poza głównymi ulicami, gdzie jest więcej zieleni, więcej czystego powietrza, a mniej samochodów.

W samym centrum Lozanny polecam Park Milan i wzgórze Montriond wraz z ogrodem botanicznym, gdzie wąskie, poplątane ścieżki dają sporą ilość kombinacji trasy. Przy okazji można poznać ciekawe gatunki roślin chronionych, leczniczych i tropikalnych, a na szczycie wykonać ćwiczenia rozciągające z widokiem na Alpy.

Ogród botaniczny

Ogród botaniczny

Wzgórze Montriond

Wzgórze Montriond

Do odwiedzenia Parku Milan zachęcam wszystkich, nie tylko biegających. Wiele radości będą miały dzieci grając w piłkę, bawiąc się na placu zabaw lub wspinając się po drabinie do drewnianego domku. W upalne dni duża fontanna ochłodzi nieco rozgrzane powietrze. Park Milan jest końcowym etapem corocznego pochodu młodszych klas szkół podstawowych (Cortège de la fête du Bois), które maszerują tu z Montbenon lub Place de la Riponne przez cała Lozannę. Każda klasa przebrana jest w strój własnej produkcji, nad którym pracowała od dłuższego czasu. Marsz kończy się wielką zabawą w wesołym miasteczku przygotowanym na tę okazję właśnie w Parku Milan.

Fête du Bois

Fête du Bois

W samym ogrodzie botanicznym można też zaglądnąć do szklarni z kaktusami lub roślinami mięsożernymi albo po prostu pospacerować po alejkach, a czasami przysiąść na ławeczce i podziwiać piękno otaczającej nas roślinności.

Linum viscosum

Linum viscosum

Ogród zajmuje obszar 1,7 hektara i jest domem dla około 4000 gatunków roślin. Wstęp do ogrodu jest wolny, codziennie od 1 marca do 31 października. Zaraz po wiosennym rozruchu ekspozycja nie jest jeszcze w pełni dostępna. Nie wszystkie rośliny są zaprezentowane, a większość jeszcze nie kwitnie, ale trzeba być czujnym, ponieważ w każdej chwili przyroda może eksplodować wszystkimi kolorami tęczy:

Dzisiaj rano niespodzianie zapukała do mych drzwi
Wcześniej niż oczekiwałem przyszły te cieplejsze dni
Zdjąłem z niej zmoknięte palto, posadziłem vis a vis
Zapachniało, zajaśniało wiosna, ach to ty

Wiosna, wiosna, wiosna, ach to ty
Wiosna, wiosna
Wiosna ach to ty
/Marek Grechuta, Wiosna – ach to ty/

Drugim miejscem idealnym do biegania w górę i w dół jest Vallée de la Jeunessese w pobliżu wyjazdu z Lozanny na autostradę. Są tam trzy główne alejki prowadzące od ronda Maladiere w górę parku plus wiele poprzecznych ścieżek. Tak jak i w poprzednim miejscu jest gdzie pobiegać, a ćwiczy się pomiędzy przepięknymi klombami kwiatów wśród których królują róże (inna nazwa tego terenu to „rozarium”). Miejsce jest idealne także na spokojne spacery i wypady z dziećmi. Jest tu kilka placów zabaw z karuzelami, huśtawkami i zjeżdżalniami; niektóre prowadzą tunelami we wnętrzu wzgórza.

Gorąco polecam L’Espace des inventions czyli miejsce, w którym dzieci same lub z rodzicami mogą poznawać tajniki nauki i techniki, dzięki zabawie i interaktywnym eksponatom. W programie są też warsztaty dla dzieci i dorosłych, jak również możliwość zorganizowania imprez okolicznościowych, np. urodzin. Papcio Chmiel, ojciec Tytusa, zawsze powtarzał, że należy „bawiąc – uczyć”.

H. J. Chmielewski, Tytus, Romek i A'Tomek, Księga V, Młodzieżowa Agencja Wydawnicza, 1978

H. J. Chmielewski, Tytus, Romek i A’Tomek, Księga V, Młodzieżowa Agencja Wydawnicza, 1978

Tuż obok znajduje się cmentarz Bois de Vaud, którego ciche i puste alejki są idealnym łącznikiem z terenami sportowymi w pobliżu Komitetu Olimpijskiego. Nasuwa się jednak pytanie, czy wolno biegać po cmentarzu. Ta sama wątpliwość nurtowała chyba twórców serialu ”House of Cards”. W jednym z odcinków żona głównego bohatera, amatorka biegania, wybrała cmentarne dróżki na swoją trasę. Starsza kobieta, którą biegaczka spotkała pomiędzy grobami zdecydowanie ją skrytykowała. Trochę zawstydzona i pełna wątpliwości zauważyła po chwili obściskującą się parę, leżacą na trawie pomiędzy grobami. Pytanie, czy można biegać (lub całować się) na cmentarzu pozostało bez odpowiedzi. Z mojej strony – ja Wam radzę, jak uważacie!

Dodam tylko, że na cmentarzu Bois de Vaud można pomodlić się między innymi za dusze:

  • Barona Pierre’a de Coubertin – twórcy nowożytnych igrzysk olimpijskich;
Grób Barona Pierre’a de Coubertin

Grób Barona Pierre’a de Coubertin

  • Coco Chanel – francuskiej projektantki mody i prawdopodobnie agentki Abwehry (według dziennikarza Hala Vaughana, autora biografii “Sypiając z wrogiem, tajna wojna Coco Chanel”). Grobu pilnuje pięć kamiennych lwów; Lew był jej znakiem Zodiaku, a 5 jej szczęśliwą liczbą;
Pięć lwów pilnuje mogiły Gabrielle Bonheur Chanel, agentki F-7124

Pięć lwów pilnuje mogiły Gabrielle Bonheur Chanel, agentki F-7124

  • Paula Roberta – francuskiego autora słowników i wydawcy, znanego szczególnie dzięki Dictionnaire alphabétique et analogique de la langue française, często nazywanego po prostu Le Robert i jego wersji skróconej Petit Robert;
Le Robert

Le Robert

  • Zygmunta Miłkowskiego (pseudonim Teodor Tomasz Jeż) – polskiego pisarza i polityka niepodległościowego, autora kilkudziesięciu powieści, w tym wielu historycznych. Podczas pogrzebu w 1915 roku, Henryk Sienkiewicz nad jego grobem powiedział: 

Brak mi dat, żałobni słuchacze, bym mógł wam skreślić dokładnie jego życie, jego walki, czyny i zasługi. Ale nie brak mi woli do wypowiedzenia kilku słów nad trumną tego patrioty-bojownika. Kilku słów, mówię, albowiem przędziwo jego żywota w dwóch niemal całe zamknąć można: żołnierz i pisarz!
Lecz w tej podwójnej służbie, jeżeli człowiek włożył w nią wszystkie siły ciała i duszy, jakiż ogrom zasługi! Jak zaś ją spełniał T. T. Jeż, wiecie najlepiej, żałobni słuchacze! Ilekroć zawrzała walka za ojczyznę, niósł jej w ofierze życie; gdy walka gasła, chwytał za pióro i tworzył dzieła znakomite, których sława przekraczała często granice Polski. Nigdy nie tracił wiary w przyszłość narodu, nigdy nie przestał miłować ziemi i ludu. I tak, w ogniu, w pracy, w ubóstwie i na tułactwie przeżywszy całe prawie stulecie, mógł mówić i zapewne mówił często Bogu i ojczyźnie: “Puśćcie waszego sługę w pokoju, bo oto utrudzon jest bardzo i spoczynek mu się należy.”
Po wrzawie i grzmotach bitew – cisza; po pracy nad siły – wieczysty spokój; po tułaczce – mogiła, na którą padnie promień sławy i którą otoczą bluszcze i pamięć ludzka.

Żołnierz i pisarz!

Żołnierz i pisarz!

A cisza i spokój panujące na cmentarzu dają możliwość spotkania z różnymi stworzeniami bożymi…

Dusza nasza jak ptak się wyrwała z sidła ptaszników, sidło się porwało, a my jesteśmy wolni, Ps 124, 7

Dusza nasza jak ptak się wyrwała z sidła ptaszników, sidło się porwało, a my jesteśmy wolni, Ps 124, 7