Śladami lisa

Śladami lisa

Po raz kolejny ukończyłem bieg 20 km de Lausanne, a wszystko to dzięki systematycznemu treningowi poprzedzającemu to sportowe wydarzenie. W trakcie przygotowań poznałem nowe, ciekawe miejsca i trasy, między innymi „lisi szlak” wzdłuż rzeki La Vuachère, która wcina się w wapienne skały okolic Lozanny, tworząc malowniczy wąwóz w środku miasta.

Rudy ojciec, rudy dziadek,
Rudy ogon – to mój spadek,
A ja jestem rudy lis.
Ruszaj stąd, bo będę gryzł.
/Jan Brzechwa, Zoo/

Źródła rzeki wytryskują w okolicach Epalinges na wysokości 730 m n.p.m., a ujście do Jeziora Genewskiego znajduje się na wysokości 372 m n.p.m. Długość rzeki to 7 kilometrów, ale trasa jest dłuższa o 1 kilometr, gdyż czasami ze względów bezpieczeństwa oddala się od koryta. Wąwóz jest ważną enklawą dla wielu gatunków roślin i zwierząt, o których można poczytać na 130 tablicach informacyjnych znajdujących się na trasie. Tablice informują także o geologii, historii, architekturze i ciekawostkach związanych z rzeką. Trasa oznaczona jest srebrnymi tropami lisa i pomarańczowo-niebieskimi palikami, więc teoretycznie nie powinno być kłopotów ze znalezieniem drogi, ale czasami trzeba się sporo rozglądać, żeby znaleźć następny drogowskaz.

Dla osób z dziećmi i spacerowiczów polecam kierunek w dół, z Croisettes do Ouchy, natomiast dla sportowców (szczególnie tych przygotowujących się do Lausanne 20km) obowiązkowy jest kierunek do góry. Trasa rozpoczyna się przy gotyckiej wieży na wschodnim krańcu bulwarów Quai d’Ouchy. Prawda jest jednak taka, że wieża ta nie ma nic wspólnego ze średniowieczem – to fałszywka. Na początku XIX wieku, trzech bogatych mieszkanców Lozanny, William Haldimand, Vincent Perdonnet i Charles-Sigismond de Cerjat, rzuciło sobie wyzwanie architektoniczne - zwycięzcą zostałby ten, który zbudowałby najwspanialszą fałszywą ruinę na swoim terenie. Taki dziwny temat konkursu wynikał z romantycznego zachwytu średniowieczem, tęsknotą za cnotami rycerskimi i blaskiem księżyca na zamkowych murach…

Spojrzał: księżyc się zapala
Na Czatyrdachu, i zrenicę słabi
Ogromnym kręgiem, w których nieco róży…
Jakby zjawisko nowe, taki duży.
Witaj mi, gwiazdo! właśnie w tej altanie,
Którą buduję z duchów i rycerzy,
Twoje mi srebrne potrzebne błyskanie;
Czasem twój promień jako miecz uderzy
I przez zieloność do nimf się dostanie
Alabastrowych; nawet do tej wieży,
Gdzie śpi Danae, oczki mrużąc ładne,
Nawet tam deszczem strof lunę i wpadnę.
O! świeć, księżycu!
/Juliusz Slowacki, Beniowski/

Caspar David Friedrich, Opactwo w dębowym lesie

Caspar David Friedrich, Opactwo w dębowym lesie

Budowlę Vincenta Perdonnet możemy zobaczyć w Parku Mon-Repos, a konstrukcja Charlesa-Sigismonda de Cerjat w Rovéréaz niestety już nie istnieje. Wygrał William Haldimand, właściciel posiadłości Denantou i to właśnie jego wieżę możemy oglądać przy ujściu rzeki La Vuachère.

Biegnę od wieży na północ Avenue de la Tour Haldimand i po około 60 metrach skręcam w lewo w wąskie przejście między ogrodzeniami. Przebiegam przez mostek i wkraczam do Parku Denantou. Zaraz skręcam w prawo na drewniany pomost. Po lewej za drzewami znajduje się park zabaw dla dzieci i Pavillon thaïlandais.

Pavillon royal thaïlandais

Pavillon royal thaïlandais

Biegnę dalej w górę, aż do Avenue de Denantou, którą zgodnie z lisimi tropami przekraczam i po chwili skręcam w prawo w alejkę wzdłuż koryta rzeki.

Zakład Oczyszczania Miasta

Zakład Oczyszczania Miasta

Po prawej mijam duży budynek Zakładu Oczyszczania Miasta (Le Service d’Assainissement), a po chwili Diabelski Mostek. Jest to drewniana, zadaszona konstrukcja, która prowadzi na drugą stronę La Vuachère i dalej do Collège Champittet.

Diabelski Mostek

Diabelski Mostek

Ja biegnę w lewo, pod górę aż do drewnianego pomostu, który wyprowadza mnie na Avenue de Montchoisi. Przebiegam na drugą stronę ulicy i znajduję srebrne ślady lisa, które wprowadzają mnie wąskim przejściem w żywopłocie między bloki mieszkalne. Z nosem przy ziemi szukam srebrnych znaków i dobiegam do Chemin de Chandieu, która prowadzi aż do wiaduktu kolejowego, pod którym przebiegam. Po drugiej stronie torów przekraczam mostek na La Vuachère i skręcam w prawo w Chemin du Trabandan.

Chemin du Trabandan

Chemin du Trabandan

Kierując się w lewo dotarłbym do Office des poursuites du district de Lausanne przy Chemin du Trabandan 28. Jest to urząd który wystawia bardzo ważne w Szwajcarii zaświadczenia, że osoby nie zalegają z płatnościami i nie mają długów (attestation de non poursuite / attestation de solvabilité). Bez takiego dokumentu nie można wynająć mieszkania lub lokalu użytkowego, nie można wziąć kredytu ani założyć spółki.

Poruszam się cały czas na wprost między budynkami, aż docieram bezpośrednio do rzeki i bardzo ładną ścieżką wzdłuż koryta biegnę przez las. Mijam boisko do koszykówki i piłki nożnej, a dalej, między blokami mieszkalnymi wybiegam na Avenue du Léman, przechodzę na drugą stronę i pod wiaduktem kolejowym trafiam na Chemin du Levant. Zaraz za Déchèterie de la Perraudettaz skręcam w lewo w wąską szutrową dróżkę, która po chwili przechodzi w ścieżkę leśną wysypaną trocinami.

Dróżka za wysypiskiem śmieci

Dróżka za wysypiskiem śmieci

Wzdłuż rzeki biegnę aż do Chemin de la Vuachère, skręcam ostro w lewo, w górę, dobiegam do skrzyżowania z Chemin du Levant i skręcam w nią w prawo, w górę (biegłem już tą ulicą wcześniej poniżej obecnej pozycji). Teraz czeka mnie prawdziwa wspinaczka aż do pomarańczowo-niebieskiego słupka, na którym widnieje strzałka nakazująca skręcić w prawo (chemin provisoire). Biegnę chwilę po płaskim, a następnie zbiegam w prawo, w dół przez osiedle aż do ścieżki, która wspina się zakosami w górę trawiastego stoku. Na szczycie warto podbiec do Belvédère de la Gottettaz, z którego roztacza się widok na wschodnią część Jeziora Genewskiego (Haut Lac) i dolinę Rodanu.

Belvédère de la Gottettaz

Belvédère de la Gottettaz

Z Belwederu zbiegam w dół, w lewo do Parc de la Gottettaz, po prawej mijam lisa wystruganego z drewna, a po lewej dużą wiatę. Biegnąc dalej po ścieżce wracam w pobliże rzeki i wzdłuż jej koryta i dużego bloku mieszkalnego wspinam się aż do Avenue de Béthusy. Tu La Vuachère chowa się w podziemnym kanale.

Kanał

Kanał

Ja, kierując się dalej za śladami lisa, przebiegam obok ronda Chailly i skręcam w lewo w Avenue de la Vallonnette. Biegnę w górę i przy Maison de quartier de Chailly skręcam w prawo. Przebiegam przez plac przed domem kultury, wbiegam pomiędzy drzewa i zbiegam w dół, gdzie ponownie spotykam La Vuachère.

Po przekroczeniu drewnianego mostku, ścieżką wzdłuż rzeki biegnę aż do gospodarstwa rolnego Aebi, w którym można kupić owoce, warzywa, kwiaty, a przed Bożym Narodzeniem choinkę. Obiegam grządki i szklarnie, i trafiam na Avenue Victor-Ruffy, którą zaraz skręcam w prawo i jeszcze raz w prawo.

Pan Tadeusz - Księga I: Gospodarstwo

Pan Tadeusz – Księga I: Gospodarstwo

Zbiegam w dół do Avenue du Temple, skręcam w prawo i po chwili w lewo w Chemin de Champ-Rond, która będzie mnie prowadzić przez około 550 metrów przez cichą dzielnicę willową, znowu z dala od rzeki. Kiedy La Vuachère pojawia się ponownie, przekraczam ją przez mostek i wspinam się po schodkach do parkingu przy Route d’Oron. Srebrne oznakowania trasy przeprowadzają mnie na drugą stronę ulicy, następnie przekraczam przecznicę Avenue de Valmont i skręcam w lewo do lasu. Przebiegam obok budynku, w którym okoliczni mieszkańcy organizują imprezy, na przykład urodziny dla dzieci. Uwaga, nie biegnę prosto, ale skręcam w prawo na drewniany mostek i zaraz za nim w lewo.

O jeden most za daleko

O jeden most za daleko

Zostaję pogryziony przez psa, którego właścicielka beztrosko puściła bez smyczy. Tracę czas na eskortowanie owej pani do mieszkania i sprawdzenie, czy pies był szczepiony na wściekliznę. Na szczęście był! Dodatkowo pani wypłaca mi 123 miliony dolarów w ramach zadośćuczynienia za traumatyczne przeżycia. Och, chyba mam zwidy spowodowane szokiem, to nie są Stany Zjednoczone. Właścicielka psa po prostu bardzo mnie przeprasza i rozstajemy się.

Kontrola

Kontrola

Zaczyna się lekka wspinaczka po ścieżce wysypanej trocinami. W  wąwozie po lewej, rachitycznie sączy się La Vuachère. Dobiegam do miejsca, gdzie strumyk ponownie chowa się pod ziemią, żeby przepłynąć pod autostradą Lausanne Nord.

Kanał II

Kanał II

Stąd dalej w górę i w lewo, a dalej obok boiska szkolnego (nie wbiegam na razie na most nad wąwozem). Dalej po ścieżce przy osiedlu dobiegam do krytej kładki, po której przedostaję się na drugą stronę autostrady. Skręcam w prawo po skosie, obiegam duży blok mieszkalny i skręcam w lewo w Chemin de Praz-Séchaud i po 260 metrach znowu w lewo w Avenue de Valmont. Przebiegam przez mostek nad rowem, w którym teoretycznie płynie nasza rzeczka i docieram do ostatniej tablicy informacyjnej sur les traces du renard.

Stąd biegnę dalej po Avenue de Valmont przy wielkiej łące w lewo w dół. Mijam budynki Lozańskiego Przedsiębiorstwa Komunikacyjnego (tl) i tunelem pod autostradą dobiegam do grupy wysokich budynków. Przed pierwszym z nich skręcam w lewo w kierunku koryta rzeki La Vuachère. Przebiegam mostem zawieszonym wysoko nad wąwozem (na który poprzednio nie wbiegałem z przeciwnej strony) i zamykam pętlę.

Koryto rzeki La Vuachère w okolicy Avenue de Valmont

Koryto rzeki La Vuachère w okolicy Avenue de Valmont

Teraz cały czas biegnę w dół po lisich i swoich śladach aż do La Tour Haldimand. W okolicach Belwederu, gdzie jak już pisałem, roztacza się wspaniały widok na jezioro, dostrzegam na jego dnie jakieś budowle, wieże i baszty oraz tajemnicze cienie przemykające pod powierzchnia wody. A więc to jednak prawda, że starożytne, zatopione miasto istnieje na dnie Jeziora Genewskiego…

A sprawa Jeziora Lemańskiego? Zjechali się korespondenci ze wszystkich zakątków Europy! Zaczęto mówić, ze zatopione miasto powstało w czasach opisanych w De bello galico, kiedy jezioro było tak wąskie, że nie mieszało swoich wód z wodami przepływającego przez nie Rodanu. Miejscowi przewoźnicy wzbogacili się, transportując turystów łodziami na środek jeziora; wylewano do wody olej, żeby lepiej widzieć… Pewien słynny polski archeolog wysłał do kraju artykuł, w którym zapewniał, że dostrzegł na dnie jeziora skrzyżowanie ulic i konny pomnik!
/Umberto Eco, Cmentarz w Pradze/

Jezioro Genewskie

Z Ouchy do Saint-Sulpice

Mam szczęście mieszkać w Lozannie nad Jeziorem Genewskim, największym jeziorem w Alpach, które jest też największym jeziorem Europy Zachodniej. Zachodniej tylko, ponieważ największe jeziora Europy znajdują się we wschodniej części kontynentu, a listę otwiera jezioro Ładoga w Rosji.

Jezioro Genewskie ma jednak w sobie magię, która zauroczyła wielu wybitnych twórców przede mną. Hmm, chyba zabrzmiało to trochę zbyt szumnie.

Jezioro Genewskie

Jezioro Genewskie

Tak czy inaczej, to właśnie nad brzegami tego jeziora powstały „Liryki Lozańskie” Adama Mickiewicza, a w niedalekiej Genewie Juliusz Słowacki stworzył „Kordiana” i „Balladynę”. W Vevey Henryk Sienkiewicz i Charlie Chaplin przeżyli ostatnie lata swojego życia, a w Morges przez około 40 lat mieszkał Ignacy Jan Paderewski. Okolice Lac Leman zachwyciły także Karola Szymanowskiego, Cooco Chanel, Audrey Hepburn i Yula Brynnera.

A Duch Boży unoszący się nad wodami natchnął Barona Pierre’a de Coubertin do założenia siedziby Międzynarodowego Komitetu Olimpijskiego w Lozannie.

Tym razem moją trasę biegową zacząłem w Ouchy, popularnym miejscu rozrywki i wypoczynku, zarówno mieszkańców, jak i turystów. Ten mały port rybacki, po włączeniu w granice miasta w XIX wieku, przeistoczył się na przestrzeni lat w jedno z najbardziej reprezentacyjnych i rozpoznawalnych miejsc Lozanny. Powstały tu ekskluzywne hotele Beau-Rivage Palace, Château d’Ouchy i Mövenpick, liczne restauracje i… dwa sklepy spożywcze otwarte codziennie do 22:00, co w Szwajcarii jest rzadkością. Na Avenue d’Ouchy, ulicy biegnącej od jeziora w górę miasta, znajduje się sklepik “Bazar d’Ouchy”, w którym od ponad 100 lat można zakupić wszystkie szwajcarskie gadżety, jakie tylko można sobie wymarzyć, a w szczególności zegar z kukułką, który jest czasem obiektem złośliwych żartów:

We Włoszech przez 30 lat pod panowaniem Borgiów były wojny, terror, morderstwa, rozlew krwi, a dali światu Michała Anioła, Leonarda da Vinci, Odrodzenie. W Szwajcarii była miłość braterska, 500 lat demokracji i pokój. A co stworzyli? Zegar z kukułką”.
/Trzeci człowiek (1949), reż. Carol Reed/

Myślę jednak, że to tylko przez zazdrość dla spokoju, porządku i dobrobytu, które przez te lata demokracji bezpośredniej wypracowała sobie Szwajcaria.

Start biegu wyznaczyłem na Place de la Navigation, w pobliżu portu i karuzeli dla dzieci, przy czterech kamiennych blokach. Nie są one tu tylko dla ozdoby. Monolity te symbolizują cztery wiatry wiejące na Jeziorze Genewskim i są częścią artystycznego projektu, który zajął pierwsze miejsce w konkursie na przebudowę Place de la Navigation w 1991 roku. Druga część rzeźby to znajdujący się  150 metrów dalej, przy wejściu do portu półkolisty wiatromierz o wysokości 20 metrów.

Eole

Eole

Obraca się on reagując na podmuchy wiatru. Stając po kolei przed każdym kamiennym blokiem, ze stopami na kole z nazwą wiatru i patrząc przez wycięte w monolicie półkole na wiatromierz, można stwierdzić, który z czterech wiatrów w danej chwili wieje.

Odpowie ci wiatr, wiejący przez świat

Odpowie ci wiatr, wiejący przez świat

Ruszam w prawo, na zachód nabrzeżem i po około 200 metrach skręcam w lewo, aby cały czas biec przy wodzie. Biegnę między portem a dużym budynkiem, w którym znajduje się między innymi restauracja orientalna i sala do curlingu. Na końcu portu skręcam w prawo i biegnę nabrzeżem przemysłowym pod ogromnymi dźwigami do przeładunku piasku, żwiru i kamieni. Po lewej stronie, po drugiej stronie basenu portowego parowiec „Italie” z nadzieją czeka na generalny remont, aby dołączyć do działających jednostek floty z okresu „belle epoque”.

M/S Italie (1908)

M/S Italie (1908)

Statków w sumie jest osiem i wszystkie zostały zbudowane pomiędzy rokiem 1904 a 1927 w zakładach braci Sulzer w Winterthur. Obecnie należą do armatora “Compagnie Generale de Navigation” (CGN) z Genewy:

Montreux (1904)
Vevey (1907)
Italie (1908)
La Suisse (1910) – okręt flagowy CGN
Savoie (1914)
Simplon (1920)
Helvetia (1926)
Rhone (1927)

Kontynuuję bieg w kierunku zachodnim i po dotarciu do muru ogradzającego znajdującą się poniżej płatną plażę Bellerive skręcam:

a) od października do maja w lewo – i betonowym nabrzeżem nad brzegiem jeziora dobiegam do asfaltowej alejki spacerowej w okolicach Theatre de Vidy;

b) od czerwca do września w prawo (ponieważ w okresie letnim deptak przy jeziorze jest zamknięty i staje się częścią płatnego terenu plaży Bellerive) –  i wzdłuż Avenue de Rhodanie dobiegam do końca terenu ogrodzonego, skręcam w asfaltową alejkę w lewo i dobiegam nią do jeziora w okolicach Theatre de Vidy.

Dalej przemieszczam się alejką spacerową na zachód, docieram do portu Vidy, przebiegam nabrzeżem i na jego końcu skręcam w lewo tak jak w porcie w Ouchy, żeby cały czas biec przy wodzie, a kiedy port się kończy, skręcam w prawo. Mijam piramidy zbudowane z okazji Szwajcarskiej Wystawy Krajowej w 1964 roku, przy wysokim stalowym pomniku skręcam w prawo i dobiegam do głównej alei spacerowej. Dalej kieruję się w lewo na zachód. Po kilkudziesięciu metrach skręcam w prawo na stadion imienia Pierre’a de Coubertin. Stadion ten jest miejscem wielu imprez sportowych, między innymi tu kończy się bieg Lausanne 20 km. W roku 2013 wymieniono starą, czerwoną nawierzchnię tartanową bieżni na nową, niebieską. Obiegam stadion w prawo, jak na rondzie i przez wyjście po przeciwnej stronie wybiegam na Rue du Vidy. Przekraczam ulicę oraz parking i przez przerwę w pasie drzew wbiegam na łąkę, na której widać pozostałości rzymskiej osady Lousonna.

Ruines Romaines

Ruines Romaines

Przebiegam na skos przez Ruines romaines i znów znajduję się na Rue du Vidy, którą biegnę w lewo na zachód. Dobiegam do ronda, z którego kierując się w prawo, pod wiaduktem autostrady, można dotrzeć do Musée romain. Ja natomiast biegnę w lewo, pod oknami Międzynarodowego Komitetu Olimpijskiego.

Citius-Altius-Fortius

Citius-Altius-Fortius

Zdaję sobie sprawę, że nie jestem najszybszym biegaczem w Lozannie, ale nic to. Baron de Coubertin mówił, że sama walka i rywalizacja są ważniejsze od zwycięstwa:

Ważną rzeczą w życiu nie jest triumf, lecz walka, istotną sprawą jest nie zwyciężać, lecz walczyć dobrze.

W jakże prosty sposób ten sam sens wyrazili Skaldowie w piosence „Króliczek”:

Nie o to chodzi by złowić króliczka,
ale by gonić go,
ale by gonić go,
ale by gonić go!

Gonię więc dalej…

Za Komitetem Olimpijskim można wybrać trzy opcje trasy:

a) dobiec do jeziora i kontynuować główną promenadą;

b) biec prosto alejką wzdłuż ulicy i oczyszczalni ścieków;

c) lub wbiec do lasku i przez jakiś czas używać ścieżki zdrowia.

Cel jest jeden – przekroczyć rzekę La Mèbre. Tak, to ta sama rzeka, którą już opisywałem na blogu. Ja z reguły wybieram ścieżkę zdrowia, gdyż trocinowe podłoże jest łagodniejsze dla stawów niż asfalt. Parcoursvita prowadzi mnie od stacji do stacji i przy jednej z nich chcę zwrócić uwagę na ciekawostkę historyczną.

Za przystankiem numer 4, za krzakami widać kamienny obelisk na niewielkim kopcu, otoczonym żywopłotem. Jest on dobrze widoczny jesienią i zimą, natomiast na wiosnę i w lecie, zasłania go ściana zieleni. Warto przejść przez zarośla i przeczytać napis na pomniku. Jest to miejsce, w którym został ścięty major Davel, żołnierz i patriota Szwajcarii romańskiej. Chciał doprowadzić do niepodległości kantonu Vaud, okupowanego w tym czasie przez berneńczyków. Został aresztowany, torturowany i ścięty w Vidy 24 kwietnia 1723 roku.

Miejsce egzekucji majora Davela

Miejsce egzekucji majora Davela

Biegnę dalej ścieżką zdrowia, aż do asfaltowej alejki i rzeki, które przekraczam i dalej przez tereny sportowe uniwersytetu i politechniki znów dołączam do głównej promenady nad jeziorem. Biegnę nią przez Petit Port w Saint-Sulpice, mijam szlaban i przy placu zabaw skręcam z drogi w lewo nad samo jezioro. Można dalej biec ulicą, ale jak zwykle wybieram wersję przyrodniczo-widokową.

Ścieżka nad jeziorem prowadzi do plaży Pelikana i dalej, aż do miejsca, gdzie prywatne posiadłości dochodzą do samej wody. Skręcam wtedy w prawo w szutrową alejkę i na wprost restauracji L’Abordage dołączam do drogi asfaltowej i skręcam w lewo.

Dalej trasa prowadzi cały czas Avenue du Leman aż do Parc du Débarcadère w Saint-Sulpice. Przebiegam obok placu zabaw i łąki, skręcam tak jak prowadzi droga w prawo za restauracją Le Débarcadère i dobiegam do kościoła Świętej Marii Magdaleny, który wybrałem jako cel mojej wycieczki biegowej. Kościół został założony przez benedyktynów z Cluny we Francji na przełomie XI i XII wieku. Stał się kościołem protestanckim po wprowadzeniu Reformacji w kantonie Vaud.

Kościół Świętej Marii Magdaleny w Saint-Sulpice

Kościół Świętej Marii Magdaleny w Saint-Sulpice

Dalej można biec w kierunku Preveranges i Morges, ale to już temat na inną opowieść…

Wracam mniej więcej tą samą drogą do Ouchy, modyfikując trasę w zależności od humoru i samopoczucia (wariant a, b lub c lub… inny). Planowanie jest bardzo ważne, ale trzeba od czasu do czasu wprowadzać odchylenia, wyrwać się z ram, zaimprowizować:

Nie idź tam, dokąd prowadzi ścieżka, lecz tam, gdzie jej nie ma i zostaw za sobą ślad.
/Ralph Waldo Emerson, amerykański poeta i eseista XIX wieku/

Kroki w nieznane

Kroki w nieznane

Poniżej cały szlak zarejestrowany przez GPS:

2013-11-10 12.34.43

Długi pocałunek na dobranoc

Po dowcipnym początku, szczególnie dla osób zaznajomionych z polską kinematografią, napiszę bardziej na poważnie skąd przychodzę, kim jestem, dokąd zmierzam i dlaczego stworzyłem blog Mammut On The Run.

Po prawie siedemnastu wspólnie spędzonych latach rozwiązano ze mną umowę o pracę.

W pełni rozumiem, akceptuję i popieram tą decyzję. Jestem dumny, naprawdę dumny, że mogłem przyczynić się do dalszego niezakłóconego rozwoju organizacji. Sytuacja ta przypomniała mi fragment wiersza Juliusza Słowackiego „Testament mój”:

Lecz zaklinam – niech żywi nie tracą nadziei
I przed narodem niosą oświaty kaganiec;
A kiedy trzeba – na śmierć idą po kolei,
Jak kamienie przez Boga rzucane na szaniec!…

I ja z dumą, prawdziwą dumą widzę siebie jako ten kamień rzucony na szaniec walki o obniżenie kosztów i zwiększenie konkurencyjności. Z punktu widzenia firmy, dostosowanie się do zmian spowodowanych moim zwolnieniem będzie trudne. Trochę czasu zajmie ukształtowanie nowych struktur korporacyjnych i dostosowanie się do nich. Jednak jestem przekonany, że podjęte kroki umożliwią organizacji sukces w przyszłości i zapewnią konkurencyjną pozycję na rynku.

Nie rozumiem – powiedziała Alicja. – To okropnie zagmatwane!
Są to skutki życia na wspak – powiedziała łagodnie królowa. – Wszystkim się od tego początkowo kręci w głowie…
/Lewis Carroll, O tym co Alicja odkryła po drugiej stronie lustra/

Wystarczy już pisania o tej kupie… wspomnień. Odcinam się od niej grubą kreską. Zrzucam zasłonę milczenia. Wkładam między bajki.

Coś się kończy, coś się zaczyna…