Early spring

Przedwiośnie

Pory roku, cykliczne zmiany w przyrodzie, wiosenny śpiew ptaków i zimowa zawierucha. Wszystko ma swój cel, którym fascynują się biolodzy, przyrodnicy i geografowie. Także poeci znajdą interesujące tematy do wierszy w corocznym umieraniu i odradzaniu się świata. Biegaczom natomiast, pory roku umożliwiają bieganie w innych, ale zawsze „pięknych okolicznościach przyrody”…

Trasa w okolicach Rolle jest Wam już znana z moich poprzednich wypocin, ale znalazłem na niej ostatnio coś nowego i interesującego.

Był pierwszy dzień przedwiośnia. Powiał wiatr południowy i w płynne błoto zamienił stosy śniegu uzgarniane wzdłuż chodników. We włosy i w usteczka, w nozdrza, w policzki i w uszy dzieci spieszących do szkółek wiał ów wiatr suchy, odmienny.
/Stefan Żeromski, Przedwiośnie/

Właśnie w okolicach przedwiośnia, kiedy drzewa i krzewy nie wypuściły jeszcze nowych liści odwiedziłem moją osobistą trasę „Pana Mięśniaka”.

Might as well jump. Jump!  Go ahead and jump  Get it in, jump. Jump!  Go ahead and jump  Jump! Jump! Jump! Jump!  /Van Halen/

Might as well jump. Jump!
Go ahead and jump
Get it in, jump. Jump!
Go ahead and jump
Jump! Jump! Jump! Jump!
/Van Halen/

Kiedy radośnie zbiegałem z najwyższego punktu trasy (760 m n.p.m), ścieżką ponad szpitalem w Gilly, zobaczyłem po prawej stronie tajemniczy monolit. Zwykle nie widać go z trasy, ponieważ zasłonięty jest gęstą roślinnością.

You can run on for a long time Run on for a long time Run on for a long time  /Johnny Cash/

You can run on for a long time
Run on for a long time
Run on for a long time
/Johnny Cash/

 

Sooner or later God'll cut you down Sooner or later God'll cut you down  /Johnny Cash/

Sooner or later God’ll cut you down
Sooner or later God’ll cut you down
/Johnny Cash/

Z pewną taką nieśmiałością, jak małpy w pierwszych scenach „Odysei Kosmicznej”, zacząłem zbliżać się do obelisku. Nie było żadnych efektów specjalnych, po prostu od drugiej strony była płaskorzeźba przedstawiająca dwie kobiety. Napis pod nią głosił:

Pamięci
pani doktor Charlotte Olivier
inicjatorki walki przeciwko gruźlicy
Wdzięczny Kanton Vaud

Kim była ta kobieta lekarz i dlaczego jej pomnik został ukryty w środku lasu? Jakże interesująca historia wyszła do mnie z krzaków…

***

Charlotte Olivier urodziła się w Rosji w 1864, w rodzinie lekarzy pochodzenia niemieckiego. Po ukończeniu szkoły pielęgniarskiej w Petersburgu w roku 1894, zaczęła studiować medycynę na uniwersytecie lozańskim. Podczas swojego stażu poznała doktora Eugène’a Oliviera, którego poślubiła w 1901 roku. Swoją praktykę lekarską prowadziła w kantonie Vaud. W tamtych czasach gruźlica zbierała tragiczne żniwo wśród mieszkańców Szwajcarii, jak i całej Europy.

Gruźlica (łac. tuberculosis, TB – tubercule bacillus) – powszechna i potencjalnie śmiertelna choroba zakaźna, wywoływana przez prątka gruźlicy (Mycobacterium tuberculosis). Gruźlica dotyczy najczęściej płuc, lecz również może atakować ośrodkowy układ nerwowy, układ limfatyczny, naczynia krwionośne, układ kostno-stawowy, moczowo-płciowy oraz skórę. W przeszłości gruźlica nazywana była suchotami, gdyż w szybkim czasie doprowadzała do ciężkiego wyniszczenia z krwiopluciem, gorączką, bladością i postępującą utratą masy ciała.

Pojęcie gruźlicy etymologicznie pochodzi od gruzełków, zmian widocznych w badaniu histopatologicznym w tkance zmienionej gruźliczo. Podobnie, określenie tuberkuloza, będące spolszczeniem łacińskiego tuberculosis, wywodzi się od tuberculum, czyli guzka.

Światowy Dzień Gruźlicy obchodzony jest 24 marca w rocznicę poinformowania świata nauki o wyizolowaniu prątka gruźlicy przez Roberta Kocha w 1882.

Doktor Charlotte Olivier, na podstawie badań klinicznych, ale przede wszystkim na podstawie obserwacji warunków życia pacjentów, uświadomiła sobie jak ogromne znaczenie mają czynniki kontekstowe (środowiskowe) w powstawaniu i rozwoju tej choroby. Sprawdzając poziom edukacji, warunki mieszkalne, higienę pracy oraz… poziom alkoholizmu, potrafiła bardzo trafnie określić stan zdrowia osób zarażonych i rokowania na ich wyleczenie; często lepiej niż przy pomocy tradycyjnej interwencji medycznej.

Wystawa w Musée national suisse - Château de Prangins

Wystawa w Musée national suisse – Château de Prangins

Madame Olivier stała się symbolem lekarki, która w myśleniu o zdrowiu i chorobie wychodziła poza schemat czysto medyczny. Rozumiała potrzebę działania na różnych poziomach, w celu poprawy stanu zdrowia ludności. Dostrzegła także, że edukacja i polepszenie warunków życia są kluczowymi czynnikami do powstrzymania epidemii gruźlicy. Z uporem tłumaczyła, że konieczne są zmiany prawne, kształcenie pracowników służby zdrowia i edukacja pacjenta. Zmobilizowała kobiety w kantonie Vaud i rozpoczęła szkolenie specjalistek (pielęgniarek środowiskowych), które pomagały w leczeniu chorych bezpośrednio w gospodarstwach domowych oraz edukowały ludność na temat higieny i odpowiedniego odżywiania.

Jestem głęboko przekonana, że edukacja na temat walki z gruźlicą w naszym kraju będzie się systematycznie rozwijała, a odpowiednie przepisy zostaną uchwalone, aby można było reagować lepiej niż w przeszłości. (Praca) musi być rozdzielona między mężczyzn a kobiety. Do nich należy stanowienie prawa, budowa szpitali i wprowadzanie koniecznych reform, a do nas (Liga Kobiet) zwalczanie ignorancji i znalezienie funduszy.
/Charlotte Olivier, Konferencja Ligii Kobiet, 29 maj 1912/

Jej działania na arenie politycznej i społecznej oraz ogromny upór przyniosły w końcu zdecydowane zmiany w Kantonie Vaud i w całej Konfederacji. Ilość członków kantonalnego stowarzyszenia do spraw walki z gruźlicą wzrosła z 200 osób w roku 1911 do 9000 w roku 1913. Stało się tak dzięki akcjom informacyjnym Ligii Kobiet w Lozannie, kierowanej przez Charlotte Olivier. Dzięki jej staraniom uchwalono pierwsze prawo federalne, precyzujące zakres i metody walki z gruźlicą, a w roku 1921 przyznano na ten cel milion franków z funduszy federalnych.

Dlaczego wiec pomnik tak wybitnej postaci postawiono w lesie, z dala od ruchliwych ulic, placów i skwerów? Jak się okazuje, miało to jakieś uzasadnienie…

Na początku XX wieku kantonalne stowarzyszenie do spraw walki z gruźlicą zdecydowało się utworzyć sanatorium dla chorych na gruźlicę. W inicjatywę tą oczywiście zaangażowała się doktor Charlotte Olivier. Stowarzyszenie nabyło nieruchomość Essert, pięknie położoną pomiędzy winnicami a lasem, z cudownym widokiem na Jezioro Genewskie i Alpy.

Mont Blanc

Mont Blanc

Pierwszy pensjonariusz pojawił się w odrestaurowanym dworku, który zaczął być nazywany Pavillon de la Côte, 11 kwietnia 1923. Pawilon funkcjonował jako sanatorium przez ponad 40 lat, a w roku 1965 został przekształcony w szpital ogólny. Od 1989 roku mieści się tu także centrum rehabilitacji.

Dents du Midi

Dents du Midi

 

Kiedy Charlotte Olivier zmarła w roku 1945, w wieku 81 lat, jej mąż, Eugène Olivier, rozrzucił jej prochy właśnie w pobliżu Pavillon de la Côte, a wdzięczni mieszkańcy kantonu postawili pomnik. Płaskorzeźba powstała na podstawie jednego ze zdjęć pani doktor przy pracy.

Z taką wiedzą na temat postaci z pomnika mogłem już spokojnie biec dalej. Spokoju nie dawała mi jednak dodatkowa wiedza, którą uzyskałem w trakcie „śledztwa w sprawie pomnika”…

Pomimo znacznego rozwoju medycyny od czasów pana Kocha, gruźlica nie jest niestety chorobą, która została wyeliminowana. Chociaż kojarzona jest głównie z zamierzchłymi czasami i kilkoma znanymi postaciami, które przeniosła na tamten świat, to nadal zbiera śmiertelne żniwo na naszej planecie.

Wskutek wyniszczenia gruźlicą zmarli Anton Czechow (w wieku 44 lat), Franz Kafka (w wieku 40 lat) i George Orwell (w wieku 47 lat). Spośród polskich pisarzy na gruźlicę zmarli Juliusz SłowackiZygmunt Krasiński. Według najnowszych opinii, Fryderyk Chopin chorował prawdopodobnie nie na gruźlicę, lecz na mukowiscydozę i ona była przyczyną jego śmierci. Również Charles Bukowski (domyślacie się, dlaczego o nim wspominam) nie umarł na gruźlicę, ale na nią chorował i wiąże się z tym ciekawa anegdota.

Kiedy Bukowski miał około 70 lat, ciężko zachorował. Przez cały rok czuł się fatalnie. Odwiedził wszystkich drogich lekarzy, ale nie potrafili mu pomóc. Bukowski przyjaźnił się z aktorem Seanem Pennem i ten zabrał go do swojego osobistego lekarza, najlepszego w Beverly Hills. Po przeprowadzeniu badań krwi i zrobieniu zdjęć rentgenowskich, ten lekarz także nie potrafił rozpoznać choroby męczącej Bukowskiego.

Bukowski był wielbicielem kotów i pewnego dnia zabrał jednego ze swych pupilków do weterynarza. Weterynarz miał gabinet w ubogiej części miasta i częsty kontakt z biednymi ludźmi. Spojrzał na Bukowskiego i od razu powiedział, że ma on gruźlicę. Nie potrzebował żadnych badań, aby to rozpoznać. Gruźlica jest przede wszystkim chorobą ludzi ubogich i pewnie dlatego wszyscy lekarze z Beverly Hills nie potrafili jej rozpoznać; może nawet nigdy nie widzieli przypadków gruźlicy.

Oczywiście „najlepszy” lekarz z Beverly Hills był zakłopotany, kiedy zrozumiał, że to weterynarz postawił trafną diagnozę. Przepisał odpowiednie lekarstwa i w ciągu kilku miesięcy Bukowski czuł się już dobrze.

Dość anegdot, na koniec fakty. Według danych WHO:

  • Gruźlica należy do 10 najbardziej śmiertelnych chorób na świecie.
  • W 2015 roku około 10 milionów ludzi zachorowało na gruźlicę, a prawie 2 miliony zmarło z jej powodu.
  • Ponad 95% zgonów z powodu gruźlicy występuje w krajach słabo rozwiniętych.
  • Sześć krajów prowadzi w tym niechlubnym zestawieniu: Indie, Indonezja, Chiny, Nigeria, Pakistan i Afryka Południowa (60% wszystkich przypadków gruźlicy na świecie).
  • W 2015 roku około 1 miliona dzieci chorowało na gruźlicę, a 170 000 z nich zmarło (z wyłączeniem dzieci z HIV).
  • Gruźlica jest wiodącą przyczyną zgonów osób zakażonych wirusem HIV (w 2015 roku 35% zgonów wśród osób z wirusem HIV spowodowała gruźlica).
  • W 2015 roku u około 480 000 osób rozwinęła się gruźlica antybiotykoodporna (MDR-TB).
  • Od 2000 roku częstość występowania gruźlicy spadła średnio o 1,5% rocznie.
  • Szacuje się, że od 2000 do 2015 roku około 49 milionów osób zostało uratowanych dzięki diagnostyce i leczeniu gruźlicy.
  • Zakończenie epidemii gruźlicy do roku 2030 jest jednym z celów WHO.

Ani samo państwo z jego prawami, ani sami lekarze, ani same pielęgniarki nie mogą tego osiągnąć. Tylko współpraca i koordynacja wszystkich sił zapewni zwycięstwo…
/Charlotte Olivier, Konferencja Ligii Kobiet, 29 maj 1912/

Mammut on the run with Mr Muscle

Mammut w biegu z Panem Mięśniakiem

W brudnym świcie smutnych miast
pełnych wiatrów bezlitosnych
mignie czasem twoja twarz
jak niepewne mgnienie wiosny.
W przystankowy, zmięty tłum
jakby cisnął ktoś dla żartu
bzu białego bukiet lub
same najszczęśliwsze karty.
/Jan Pietrzak, Nadzieja/

Moja przygoda z Mr MuscleWC Kaczką i ptaszkiem Kiwi (który but ożywi) trwała krótko „jak niepewne mgnienie wiosny” z piosenki Jana Pietrzaka. Zupełnie inaczej wyglądało to w poprzedniej korporacji – tam przepracowałem aż siedemnaście mgnień (lat).

Skoro już nawiązałem do słynnego radzieckiego serialu z lat siedemdziesiątych XX wieku, pod tytułem „Siedemnaście mgnień wiosny”, wypada coś więcej o nim napisać i przytoczyć kilka dowcipów o głównym bohaterze, który był Chuckiem Norrisem tamtych czasów (oczywiście po tej biedniejszej stronie Żelaznej Kurtyny).

Pułkownik Maksym Maksymowicz Isajew działa w Berlinie jako tajny agent wywiadu radzieckiego Standartenführer Max Otto von Stirlitz. Przeniknął w szeregi SS i pracuje w Głównym Urzędzie Bezpieczeństwa Rzeszy. Motywem przewodnim filmu jest realizacja zadania jakie Stirlitz otrzymuje z centrali w Moskwie – dowiedzieć się, który z przywódców III Rzeszy próbuje nawiązać rokowania z aliantami zachodnimi w… Szwajcarii. Ma uzyskać dowody, że takie rozmowy się toczą, aby zapobiec zawarciu separatystycznego pokoju pomiędzy hitlerowcami a mocarstwami zachodnimi. Isajew dzięki swojej niebywałej inteligencji, opanowaniu i dużemu szczęściu oczywiście wykonuje zadanie. Nie obywa się to jednak bez przeszkód. Musi zmierzyć się z szefem Głównego Urzędu Bezpieczeństwa Rzeszy Kaltenbrunerem, który mając wobec niego podejrzenia, zleca jego obserwację, oraz z szefem Gestapo Müllerem.

Stirlitz szedł ulicami Berlina, coś jednak zdradzało w nim szpiega: może czapka-uszanka, może walonki, a może ciągnący się za nim spadochron?

Stirlitz wolnym krokiem zbliżył się do lokalu kontaktowego. Zapukał umówione 127 razy. Nikt nie otworzył. Po namyśle wyszedł na ulicę i spojrzał w okno. Tak, nie mylił się. Na parapecie stały 63 żelazka – znak wpadki.

Dom Stirlitza okrążyli gestapowcy.
- Otwieraj! – krzyknął Müller.
- Stirlitza nie ma w domu! – powiedział Stirlitz.
W ten oto sprytny sposób Stirlitz już piąty raz przechytrzył Gestapo.

Gestapo obstawiło wszystkie wyjścia, ale Stirlitz ich przechytrzył. Uciekł przez wejście.

Stirlitz się zamyślił. Spodobało mu się to, więc zamyślił się jeszcze raz.

Koniec żartów, wracam do głównego tematu.

Od początku procesu rekrutacji firma S.C. Johnson stawiała sprawę jasno, że jest to praca czasowa. Potrzebowali kogoś, z doświadczeniem, który szybko ogarnie sytuację w trudnym okresie zmian i restrukturyzacji, ale niestety nie zostanie zatrudniony na stałe. Przewidywano, że kontrakt będzie trwał 6 miesięcy. Finalnie okazało się, że byłem potrzebny nieco dłużej i umowę przedłużono do 24 miesięcy. Z żalem rozstaję się z firmą i z ludźmi, ponieważ było… inaczej niż poprzednio.

Spokojniejsza atmosfera i mniej „śmiertelnych linii” (uwielbiam to dosłowne tłumaczenie angielskiego słowa deadlines) wynikają z rozmiaru firmy i struktury własności, gdyż S.C. Johnson nie jest notowany na giełdzie. Nie jestem psychologiem i nie przeprowadzałem badań, więc nie mogę tego stwierdzić z całą pewnością, ale ze zwykłej obserwacji wysnułem wniosek, że ma to kojący wpływ na zachowania pracowników i ich przełożonych.

Fragmenty kolejnego akapitu zostały ocenzurowane przez Amerykańską Senacką Komisję Handlu, Nauki i Transportu (U.S. Senate Committee on Commerce, Science and Transportation), ze względu na kluczowe znaczenie zagadnień, którymi się zajmowałem dla żywotnych interesów tej amerykańskiej firmy rodzinnej, założonej w 1886 roku, w Racine, w stanie Wisconsin.

Oprócz usystematyzowanego procesu zamykania miesiąca, █████████████████████, przejrzystego raportowania odchyleń, ███████████████████████████████████████████████████, regularnego monitorowania kosztów wdrożenia europejskiego projektu CLP (Classification, Labeling and Packaging), █████████████████████ i ███████████████████████████, chciałem zostawić po sobie coś zupełnie innego, ale bezpośrednio związanego z atmosferą w biurze (choć może trafniej jest napisać – poza biurem).

***

Pracownicy firm mieszczących się na terenie ZA La Pièce (ZA – zone artisanale) są bardzo uprzywilejowani. 20 metrów od wysuniętego najbardziej na zachód budynku B1, za drogą Route de l’Etraz zaczynają się pola uprawne, ciągnące się dalej na zachód w kierunku Nyon i Genewy. Zgodnie z zasadami płodozmianu, miejscowi rolnicy sadzą na nich różne rośliny: kukurudzę, słonecznik, rzepak, buraki, marchewkę oraz zboże.

Kwitnący rzepak

Kwitnący rzepak

Rzepak tuż przed zbiorami

Rzepak tuż przed zbiorami

Co jakiś czas pojawiają się także sady owocowe.

Niosło raz dziecię wody dzbanuszek
Spotkał je w drodze siwy staruszek,
I rzekł do niego z uprzejmą minką:
Pozwól się napić, dziecinko! –
Dziecina chętnie schyla dzbanuszka,
I napoiła wodą staruszka.

Raz koło sadu szła ta dziecina,
Patrzy… z owocem drzewo się zgina:
Jakżeby rada zjeść klika gruszek!
Aż tu wychodzi siwy staruszek:
Ową dziecinę dobrą poznaje
I najpiękniejszych gruszeczek daje.
/Stanisław Jachowicz, Dziecię i staruszek/

Przez malownicze i zadbane pola przebiegają równe jak stół, betonowe ścieżki, którymi rolnicy mogą dojechać do swoich terenów i zadbać o to, żeby były jeszcze bardziej malownicze i zadbane.

Dróżki te idealnie nadają się też do biegania i z zadowoleniem mogę stwierdzić, że używałem ich do tego celu regularnie! Nie robiłem tego sam. Tak się złożyło, że moi koledzy i koleżanki z S.C. Johnson oraz sąsiednich firm, byli bardzo usportowieni. Co istotne, wyższe szczeble zarządzania biegały również bardzo regularnie i udzieliły błogosławieństwa na znikanie na 1 – 1,5 godziny w ciągu dnia pracy. Oczywiście zadania i obowiązki musiały być wykonane z najwyższą starannością, a czas pobytu w biurze odpowiednio wydłużony. Chociaż nie zawsze… Wspominałem już, że piątkowe popołudnia w okresie letnim przeznaczone były na wycieczki rowerowe dla chętnych; niezainteresowani mogli po prostu wrócić wcześniej do domu.

***

Wybiegając z siedziby S.C. Johnson (budynek B3), czy to wyjściem głównym (południowym), czy też tylnym (północnym), kieruję się na zachód. Po około 200 metrach, za ostatnim budynkiem B1, wbiegam nieco w górę na Route de l’Etraz, skręcam w prawo i zaraz w lewo (tak jak wskazują drogowskazy drogi rowerowej), i kontynuuję betonową ścieżką dalej na Zachód…

Na Zachód...

Na Zachód…

(Go West) Life is peaceful there
(Go West) In the open air
(Go West) Baby you and me
(Go West) This is our destiny
(Go West) Sun in wintertime
(Go West) We will do just fine
(Go West) Where the skies are blue
(Go West, this is what we’re gonna do)
/Pet Shop Boys/

Dróżka biegnie początkowo równolegle do autostrady Lozanna – Genewa, pod drutami wysokiego napięcia. Po 650 metrach podbiegam lekko w górę, na Route de Gilly i skręcam w prawo w kierunku niedalekich wzgórz. Po 100 metrach skręcam w lewo, znów na betonową drogę rolniczą Sur la Dolle. Nazwa pewnie wywodzi się od szczytu La Dolle, który widać na wprost w niezbyt odległych górach Jura.

Sur la Dolle

Sur la Dolle

Biegnę prosto jak po sznurku, mijam znajdujący się po lewej stronie sklep ogrodniczy i za gospodarstwem z wybiegiem dla koni skręcam w prawo w Chemin du Bois de Beaulieu. Ci, którzy nie zgadzają się z Biffem Tannenem z Powrotu do przyszłości, który nie cierpiał obornika („Je deteste fumier”), mogą zabrać nawóz na własne potrzeby…

Obornik do wzięcia

Obornik do wzięcia

Po 160 metrach dobiegam do ważnego punktu trasy, ponieważ tutaj trzeba podjąć decyzję, czy dalszy ciąg treningu będzie w terenie płaskim, czy też pagórkowatym.

Punkt decyzyjny

Punkt decyzyjny

Trasa po płaskim (wraz z kilkoma wariantami) jest doskonale znana wszystkim biegaczom z ZA La Pièce. Opiszę trasę mniej używaną, trudniejszą i dziką. Mam nadzieję, że zachęci to moich partnerów biegowych z biura do nowych sportowych wyzwań w terenie górzystym…

- Ale dlaczego pod górkę?! – zajęczała Katastrofa.
– Bo jesteśmy w górach, a w górach tak to już jest, że nie można cały czas schodzić z górki. Czasem wchodzi się pod górkę, ale za to wraca się z górki – wydyszał jednym tchem Pypeć.
/Wojciech Widłak, Pan Kuleczka/

Zostawiam zatem drogę rowerową i skręcam w prawo lekko pod górkę. Przekraczam główną drogę Route de l’Etraz i kontynuuję podbieg mając po prawej stronie koryto wąskiego strumienia, a po lewej krzewy winogron. Za narożnikiem winnicy skręcam w lewo i biegnę prosto aż do ulicy Les Truits, gdzie skręcam w prawo, a następnie znów w prawo, pod górę, w kierunku Vincy, jak pokazuje znak drogowy.

W kierunku Vincy

W kierunku Vincy

Na końcu Route Sous-Vincy, po lewej stronie znajduje się kościół, który mijam i przekraczając Route de Tartegnin, biegnę dalej w górę po Route de Vincy.

Wreszcie wbiegam do samego Vincy. Droga skręca łukiem w prawo przy okazałym budynku przypominającym dwór – jest to Château de Vincy. Dalej, na skrzyżowaniu skręcam w lewo i zaraz w prawo w kierunku szpitala. Mijam stojącą po prawej stronie fontannę, a następnie kolejny okazały budynek po stronie lewej. Po chwili, przed strumykiem, zostawiam drogę główną i skręcam w lewo, w stromą drogę asfaltową przez las (Chemin des Vaux).

W lewo pod górę

W lewo pod górę

Teraz tylko ja i droga w górę… Cisza… przerywana dźwiękiem krowich dzwonków na łące po prawej stronie… Spokój… (przez 9 miesięcy regularnego biegania minęło mnie na tej drodze maksymalnie 5 samochodów lokalnych mieszkańców). Ja i droga w górę…

Systematycznie wspinam się wyżej i wyżej. Po prawej stronie szemra strumyk Gillière. Nie zbaczam w żadne ścieżki odchodzące z drogi asfaltowej w prawo i lewo (chociaż są to możliwe warianty trasy dla ciekawskich). Po około 600 metrach od początku tej drogi mijam po lewej stronie stację wodociągową (Service des Eaux).

Świeża woda zdrowia doda

Świeża woda zdrowia doda

Za budynkiem z 1980 roku nadal prosto, aż do miejsca na pierwszym kilometrze od początku wspinaczki (około 4 km od startu).

Zmiana nawierzchni z asfaltu na szuter

Zmiana nawierzchni z asfaltu na szuter

Można stąd biec dalej w górę po asfalcie (co czasami robiłem), dzisiaj jednak wybieram ścieżkę w prawo. Przekraczam strumyk i szutrową dróżką (szuter – drobno pokruszone kamienie używane m.in. do wysypywania nawierzchni drogowych), zakręcającą łagodnym łukiem w prawo, dalej wspinam się w górę. Cały czas trzeba systematycznie piąć się coraz wyżej i wyżej. Ścieżka wije się po zalesionych stokach raz na północ, raz na południe.

Raz na północ, raz na południe, ale cały czas w górę...

Raz na północ, raz na południe, ale cały czas w górę…

Wreszcie, po około kilometrze od przekroczenia strumyka (5 km od startu w ZA La Pièce) dobiegam do najwyższego punktu trasy (760 m n.p.m). Roztacza się stąd wspaniały widok w kierunku wschodnim. Na pierwszym planie widać przeciwległy stok i ścieżkę, po której biegnie jakiś facet w zielonej kurtce Mammut Kento DRY Tech Premium, spodniach MTR 201 3/4 Tights, czapce Stollen Beanie i butach MTR 201 Pro Low.

Machamy do siebie! Dziwne, gość mi kogoś przypominał…

Dziwne, gość mi kogoś przypominał...

Dziwne, gość mi kogoś przypominał…

Dalej widać Jezioro Genewskie i wreszcie alpejskie szczyty od Rochers de Naye do Dent d’Oche.

Perspektywa

Perspektywa

Zbiegam kilkadziesiąt metrów w dół i skręcam w prawo, jeszcze bardziej w dół (ścieżka na wprost do góry prowadzi finalnie do jakiejś farmy). Zbiegając w dół zbliżam się do drewnianego szlabanu… Nagłe zawirowanie czasoprzestrzeni przerzuca mnie na jego drugą stronę i wgniata w ziemię. Szybko wstaję, przełykam ślinę, żeby odetkać uszy po nagłym skoku ciśnienia i ruszam dalej w dół. Spoglądam w prawo i widzę jakiegoś faceta w zielonej kurtce Mammut Kento DRY Tech Premium, spodniach MTR 201 3/4 Tightsczapce Stollen Beanie i butach MTR 201 Pro Low wbiegającego na najwyższy punkt trasy, na który przed chwilą sam wbiegałem.

Machamy do siebie! Dziwne, gość mi kogoś przypominał…

Dziwne, gość mi kogoś przypominał...

Dziwne, gość mi kogoś przypominał…

Ścieżka tym razem systematycznie obniża się w kierunku wschodnim-południowo-wschodnim. Po deszczu trzeba uważać, bo może być bardzo ślisko. Po jakimś czasie, przy zadaszonych drewnianych ławkach, droga zakręca o 180° w prawo, w kierunku zachodnim-północno-zachodnim.

180 stopni w prawo

180 stopni w prawo

Za drewnianym szlabanem ścieżka znowu zmienia kierunek na wschodnio-południowy i okazuje się, że ten fragment był kiedyś asfaltowy. Biegnąc w okresie jesienno-zimowym, w dole po prawej można dostrzec dach Hôpital de Gilly. W końcu ścieżka wybiega z lasu.

Biegnąc w prawo dostałbym się do szpitala. Dziękuję, nie skorzystam. Nie polecam też wariantu w lewo w górę, z powrotem do lasu. Sprawdziłem. Trzeba przedzierać się przez krzaki malin, kaleczące łydki, wspinać się stromym jarem, a następnie przejść przez ogrodzenie z drutu kolczastego i przez pastwiska dostać się w końcu do drogi Route de Châtel prowadzącej w dół do Tartegnin. Biegnę zatem prosto w dół wzdłuż winnicy do drogi La Bossenaz i skręcam w lewo. Droga prowadzi stromo w dół i dlatego wyłożona jest karbowanymi betonowymi płytami, żeby samochody nie ślizgały się w czasie deszczu lub w zimie.

Traction control system

Traction control system

Za zakrętem w prawo, mijam znajdujące się po lewej stronie wysypisko śmieci (déchetterie). Kilkanaście metrów niżej skręcam w prawo w Route de Beauregard, a po kolejnych 200 metrach kieruję się w lewo na Rolle.

Kierunek Rolle

Kierunek Rolle

Rue des Pressoirs prowadzi cały czas w dół przez Tartegnin (nazywane Pays du bon vin), a następnie przez winnice, aż do głównej drogi Route de l’Etraz. Dobiegam do budynku B3 po około 8,2 kilometrach. Przebiegnięcie trasy zajmuje mi około 50 minut, potem jeszcze prysznic i pełen energii zasiadam znów przy komputerze. Znaczy się… zasiadałem.

Jednak zostanie po mnie ta siła fatalna,
Co mnie żywemu na nic… tylko czoło zdobi;
Lecz po śmierci was będzie gniotła niewidzialna,
Aż was, zjadacze chleba – w aniołów przerobi.
/Juliusz Słowacki, Testament mój/